ROZRYWKA
«  Wrzesień 2010  »
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 

Po co w ogóle jest ten blog?:)

01:48,czwartek, styczeń 17, 2008 ..   Komentowano 21  razy .. Link

Siemka Wszystkim! Nazywam się Anka (ale Ania brzmi ładniej- ZArt obojętne mi), mam 17 lat i  witam serdecznie na moim blogu. Mam nadzieję, że znajdziecie tu to, czego szukaliście. Dopwcipy, opowiadanka, zdjątka,itp - po prostu mocna dawka humoru:))

Proszę o wpisy i komenty. Piszcie co chcielibyście zobaczyć na tej stronce, czego Wam brakuje i co się podoba a co nie. Gdybyście mieli do mnie jakiekolwiek pytania to piszcie na gg 2074959:))

Gorące pozdrowionka buziaki:))

 

 Dzięki za komenty dotychczasowe! Buziaki dla komentujących:*

Pozdrawiam Wszystkich bardzo bardzo bardzo serdecznie

B U Z I A K I

 

 

 

 

 

 



Z PAMIĘTNIKA WARIATA

16:47,środa, listopad 28, 2007 .. Posted in Pamiętniki ..   Komentowano 13  razy .. Link
"Z Pamiętnika Wariata"

 

 

1989.04.22. Sobota, godz. 12.00


Ale dziś jestem zmęczony. Cały ranek myłem zęby. Bardzo wyczerpujące zajęcie. Przyszli po mnie i zabrali mnie do jakiegoś profesora, czy doktora... nie pamiętam. Zaczął zadawać mi dziwne pytania, więc zacząłem mu głupio odpowiadać: - Czy nie wydaje się panu, że jest pan na przykład... Napoleonem? - Nie. Napoleon to ten blondyn spod 176, ja zaś jestem Jan Sebastian Bach - kompozytor. - Aha - powiedział i zapisał coś w notesiku. Coś jak `mania wielkości`. - Czy nie boi się pan klamek, okien, krat, itp.? - Klamek nie, bo już wszystkie ktoś zabrał. Może to pan? - Nie, to nie ja. - Jest pan pewien? Może to właśnie pan się ich bał i kazał je powyciągać? - Nie, to znaczy niech będzie dla spokoju tak. - wyciągnąłem notesik i zapisałem : `symptomy klaustrofobii`. - A może ma pan lęk przed zamkniętymi pomieszczeniami? - dodałem. - Tak trochę - odparł - Szczególnie, gdy jest ciemno. - skreśliłem `symptomy`, zmieniłem `klaustrofobii` na `ewidentna klaustrofobia` i dwa razy to podkreśliłem. - Tak, to ciekawe. A jak się pan nazywa? - Ja? Ja jestem nic nie znaczącym, malym, szarym człowieczkiem. - dopisałem: `kompleks niższości`. - Tak, no to dziękuje za uwagę. - Nie ma za co. Eee... To jest... Czy mogę pana o coś zapytać? - Słucham? - odrzekłem wyniośle. - Kim ja jestem z zawodu? - Bo ja wiem... Może sprzątaczką. Albo śmieciarzem. Albo świniarzem. - O! Właśnie! Świniarzem! Dziękuje... Chrrra... Chrrra... bardzo. - To do widzenia! - Do... Chrra... kliii... kliii... - i wybiegł dziwnie zgarbiony.

1989.04.23. Niedziela, godz. 9.00

Pada. I to śnieg. No cóż, kwiecień plecień, bo jak podkute buty w garncu.

1989.04.24. Poniedziałek, godz. 13.00

Dziś w telewizji był western. `Siedmiu wspaniałych`. A w gazecie napisali, że `Stawka większa niż życie`. Już sami nie wiedzą co piszą.

1989.04.24. Poniedziałek, godz. 17.00

Po południu był u mnie jeden z nich i zrobił mi zastrzyk. Zapomniał jednak zabrać jakichś ampułek. Chyba specjalnie je zostawił, więc je zjadłem. Teraz czuję się trochę dziwnie. O, słoń! Mam wrażenie, że jestem gdzieś w piekarniku, a obok mnie piecze się ciasto z kruszonką. Tak. Za mało cukru. Jest dość ciemno, ale ja mam długie ręce. Nawet nie wiedziałem. Trzy razy dwanaście. Nie wiem. W zeszłym miesiącu. Ale żar. Więcej chleba! Patrzę na przełaj związku luźnego, powiązanego z kulą u płotu, ale i żyrafa też nie ma takiej potrzeby, co wcale nie tłumaczy płaskości Ziemi. Na Księżycu jest niebywale żałosna atmosfera, która i tak już jest zanieczyszczona, a najbardziej, to idziemy pod prąd, chociaż kto wie... Mam wodowstręt i wodogłowie. NIE MA! SKLEP JUŻ ZAMKNIĘTY! No, chodź już. Jaki? Czas? Makrela? Chyba ogórek... Nie garb się. Masz... sz... sz... ... ... .. .. ..

1989.04.25. Wtorek, godz. 9.00

Po przebudzeniu okazało się, że znajduję się w izolatce. Podsłuchałem ich rozmowy. Mówią, że zjadłem relanium. Może. Jednak muszę zwrócić uwagę, że cały czas spałem. Gdy tylko spostrzegli, że się obudziłem, podszedł do mnie jeden z nich i spytał: - Skąd miał pan tabletki? - ponieważ nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi, odrzekłem: - Mama mi przysłała w paczce. - Niech pan nie opowiada głupstw, to jest odział zamknięty. Tu nikt nie ma prawa wstępu. - Może, ale ja je dostałem w paczce - upierałem się twardo przy swoim. - Proszę się nie wygłupiać, to jest bardzo ważne. - No dobrze. Powiem prawdę. - No, nareszcie. Więc skąd? - Od cioci. - K.... mać! - Nie, ona z zawodu jest reporterką. - Yhhh... - Słucham? - Zamknij się, kretynie! - Że co? Niby ja? - Już nie wytrzymam. Środki uspokajające! - tu zwrócił się do swojego kolegi. - Dla niego? - Nie, dla mnie! - Lecę. Nastąpiła cisza pełna konsternacji. Gdy jego towarzysz odszedł, zaczął się we mnie wpatrywać wzrokiem, który nie wróżył nic dobrego. W końcu zapytałem: - Przepraszam, a o jakie pastylki chodzi? - AAAARRRRGGGGHHHH! YEEEE! LALALA! BLE, BLE! - krzyknął i schował się pod stół. Cóż, chyba jakiś wariat, nie?

1989.04.26. Środa, godz. 14.34

Siedzę sobie w swoim pokoiku, aż tu nagle otwiera się okienko w drzwiach i zagląda do mnie jakaś głowa. Za chwilę druga. Potem trzecia i czwarta. Zdziwiony wstałem i podszedłem bliżej. Usłyszałem rozmowę: - To bardzo niebezpieczny przypadek. Wykończył nerwowo naszego doktora i jednego pielęgniarza. Jeśli chcecie na nim praktykować, to zawsze się wcześniej konsultujcie ze mną. Jasne? - Tak. - odparł jeden z nich - Czy możemy zacząć już teraz? - W zasadzie, to czemu nie? Wchodźcie. - powiedział i otworzył drzwi do mojego pokoiku. Weszli tylko troje. Ten czwarty najpierw patrzył trochę przez okienko, a potem sobie poszedł z dziwnym uśmiechem na twarzy. Jeden z nich zwrócił się do mnie: - Dzień dobry. Nazywam się Marcin Karulek. Jestem tu, aby panu pomóc. - Dzień dobry. - odpowiedziałem - Ja nazywam się Jan Bach, ale nie bardzo wiem w czym ma mi pan pomóc. Mógłby pan to sprecyzować? - Cóż, chodzą słuchy, że nie czuje się pan najlepiej... to znaczy jeśli chodzi o... wie pan... głowę. - Ja tam nigdy nie wierzę plotkom. - odparłem wykrętnie. - Ale nie wszystkie są fałszywe. - Tak pan sądzi? - Tak. - To ciekawe. - Nie powiedziałbym. - A ja tak. - No, ale może przejdźmy do rzeczy. Więc twierdzi pan, że nazywa się Bach, prawda? - zapytał. - Wydawało mi się, że przedstawiłem się na początku rozmowy... - Ależ tak, oczywiście. A nie wydaje się panu dziwne, że osoba o takim samym nazwisku już kiedyś żyła i to kawał czasu temu, a teraz pan nosi to samo miano? - No cóż, może to i trochę dziwne, ale co pan powie na to, że ja znam osobiście Marcina Karulka, który chodził ze mną do szkoły? - Po prostu zbieg okoliczności. - To samo mogę powiedzieć o swoim nazwisku. - Tak... To może na dzisiaj skończymy rozmowę, dobrze? - Prawdę mówiąc, jeszcze chętnie bym ją kontynuował, ale jeśli nie ma pan czasu, to trudno... - To do widzenia. - Żegnam. Wstał i wyszedł ze swoimi kompanami. W przelocie zdążyłem tylko zauważyć, że łyka jakieś białe pigułki.

1989.04.27. Czwartek, godz. 11.23

Mimo tego, iż czekałem, mój rozmówca się nie pojawił. Za to pozwolono mi wyjść i mogłem spotkać się z Napoleonem: - Witam! - No nareszcie! Tak się za wami stęskniłem. Co słychać? - zapytał. - W sumie nic nowego. Dzień jak dzień. - A u mnie odwrotnie. Czy wie pan, że Cezar to już nie Cezar? - Nie? A kto? - James Baker! - Niesamowite! - Widzi pan jak ci ludzie się zmieniają! Dowiedziałem się jeszcze, że Mao-Tse-Tung to już teraz Kmicic.

1989.04.28. Piątek, godz. 9.00

Rozmyślam nad zmianą nazwiska.

1989.04.29. Sobota, godz. 11.15

Może Sienkiewicz? Nie, to by kwestionowało istnienie Kmicica. A może... Washington? Nie, jeden prezydent już wystarczy. To może... sam nie wiem.

1989.04.30. Niedziela, godz. 18.46

Już wiem! Zdecydowałem się w końcu na Lecha Wałęsę.

 



Horoskop

16:00,poniedziałek, październik 22, 2007 .. Posted in Horoskop ..   Komentowano 11  razy .. Link

Baran - Mars (20.III - 18.IV)
Urodzeni pod tym znakiem są z natury rzeczy ociężali umysłowo i z trudem uczą się najprostszych czynności. Tylko długotrwałym biciem Barana można skłonić do przyswojenia minimum wiedzy (tabliczka mnożenia, wyjątki na "RZ"). Ludzie spod tego znaku z powodu swojej tępoty w pracy dezorganizują wszystko, dzięki czemu awansują szybko na wysokie stanowiska. W kontaktach towarzyskich Barany są z reguły niezmiernie uciążliwe i z powodu najmniejszego pretekstu, a nierzadko i bez, wywołują karczemne burdy i bijatyki. Na szczęście żyją krótko.

Byk - Wenus (19.IV - 19.V)
Wdzięk powiatowego Casanovy i skłonności homoseksualne. Niczym niezmącone przekonanie, że jest pępkiem świata. Lubi mizdrzyć się zarówno przed lustrem jak i w pracy. Najbliższą rodzinę terroryzuje od urodzenia do późnej starości. Nigdy niczego nie czyta, choć o wszystkim ma z góry wyrobione zdanie. Poci się.

Bliźnięta- Merkury (20.V - 20.VI)
Ludzie spod tego znaku w ogóle nie osiągają dojrzałości zarówno intelektualnej, jak i uczuciowej. Jedyne, co naprawdę potrafią, to raz w tygodniu wypełnić kupon Totolotka. Niezdarnie to ukrywają, ale największą przyjemność sprawia im dłubanie w nosie. Zapraszając takiego do domu należy pamiętać, że kradnie i koniecznie przed wyjściem zrewidować.

Rak - Księżyc (21.VI - 21.VII)
Szkoda słów. Nie pomoże nawet oddział zamknięty. Urodzeni pod znakiem Raka oszukują na każdym kroku, zdradzają, uwielbiają podłożyć świnie. Rakom nie można wierzyć nigdy i w niczym. Jeśli np. Rak mówi, że ceni sobie twoja przyjaźń, to można być pewnym, że przed godziną napisał do szefa donos. Raki stale komuś czegoś zazdroszczą, a po dwudziestym piątym roku życia łysieją, garbią się i tracą zęby. Słusznie zresztą.

Lew - Słońce (22.VII - 21.VIII)
Urodzeni pod znakiem Lwa od najmłodszych lat maja skłonności do narkomanii, pijaństwa i najbardziej brutalnej rozpusty. Nie lubią się uczyć, z trudem kończą szkoły, nawet specjalne. Uwielbiają krzywoprzysięstwo i bardzo chętnie zeznają przed sadem. Zdemaskowani wywołują awantury i dantejskie sceny. W życiu rodzinnym Lwy na szczęście nie uczestniczą.

Panna - (22.VIII - 21.IX)
Bardziej osobiste wiązanie się z ludźmi urodzonymi pod tym znakiem to rzecz beznadziejna, bo Panna - zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego - jako partner erotyczny wykazuje wdzięk słonia i pomysłowość królika. Dzieci ze związku Panny z jakimkolwiek innym znakiem kończą na ogól w klinikach dla nerwicowców. Umysłowo Panna pozostaje zawsze stuprocentowa dziewica.

Waga - Wenus (22.IX - 22.X)
Trzeba mieć prawdziwego pecha, żeby urodzić się pod znakiem Wagi. To przesądza właściwie o wszystkim. Wagi maja krótka pamięć i wzrok, dwie lewe ręce, tępy słuch i dowcip, ambicje zawodowe i poczucie humoru w zaniku. Nie maja natomiast szczęścia do pieniędzy, powodzenia w miłości, rozumu i zdrowia. Ze względu na to, że maja to, czego nie maja, Wagi są idealnymi współmałżonkami.

Skorpion - Mars (23.X - 21.XI)
Ma manie prześladowczą. Nic nie jest w stanie zmienić jego przekonania, że licznym, stałym niepowodzeniom Skorpiona winien jest zawsze ktoś inny, a nie on sam. Ze strachu atakuje pierwszy i od tylu. Z przyjemnością dręczy zwierzęta i marzy o posadzie dozorcy w ZOO.

Strzelec - Jowisz (22.XI - 20.XII)
Osobnik spod tego znaku wykazuje dużo energii i pomysłowości - urodzony działacz społeczny. Oczywiście, do czego się nie weźmie, to spieprzy. W dzieciństwie zabiera młodszym dzieciom cukierki. Ma skłonności do samogwałtu i podglądania w toalecie. Na starość pisuje wspomnienia od początku do końca zmyślone.

Koziorożec - Saturn (21.XII - 19.I)
Każde zdrowe i dbające o swój rozwój społeczeństwo powinno natychmiast izolować osoby spod znaku Koziorożca. Koziorożec, sam alkoholik i analfabeta, chętnie deprawuje młodzież, gwałci staruszki, póki nie popadnie w nieuchronna impotencje. Nadaje się wyłącznie do kopania rowów, a i to pod nadzorem. W życiu rodzinnym przeważnie bije.

Wodnik - Uran, Saturn (20.I - 18.II)
Ma szalony pociąg do gastronomii czwartej kategorii i nigdy nie oddaje pożyczonych pieniędzy. Mężczyźni spod tego znaku, wcześniej czy później, okazują się ekshibicjonistami, a kobiety nimfomankami. W zakładzie penitencjarnym czują się nieźle.

Ryby - Jowisz, Neptun (19.II - 19.III)
Bez przerwy powoduje ciągle nieporozumienia w pracy i w domu. Prochu na pewno nie wymyśli. Sprawdza się jako kontroler biletów autobusowych. Lubi pornografie. Broń Boże nie dopuszczać go do urządzeń bardziej skomplikowanych, niż tłuczek do kartofli, bo popsuje. Znak sprzyjający - żaden.

 

 Ja jestem rybcią, heh.. no cóż... bywa.. a Wy?

Komentujcie, buziakiiiii:**:*:*

 

 

 



Dzień z życia Krzysztofa Ibisza

20:14,sobota, wrzesień 29, 2007 ..   Komentowano 5  razy .. Link
6:00 Krzysztof śpi. Trochę mu gorąco w garniturze, ale przecież nie będzie spal w piżamie. W każdym razie nie on, dżentelmen. Ma zły sen. Śni mu się ze nie wszyscy go poznają na ulicy. Na szczęście okazuje się ze to jakąś wycieczka Egipcjan. Na wszelki wypadek daje im swoje zdjęcia z autografem.
Na drugi raz już go poznaja 

7:00 Krzysztof biegnie na siłownie. Będzie dziś ćwiczył uda i powtarzał "dobry wieczór państwu" na rożne sposoby

9:00 Czas na angielskie śniadanie. Sok, płatki na mleku, jajka na bekonie, plama na obrusie

10:00 Krzysztof jedzie do telewizji. Po drodze wszyscy proOószą go o autograf. Jeden nie prosi. Krzysztof wręcza mu na sile.

10:30 W studio już czekają. Krzysztof chce żeby sprawdzono czy wszyscy telewidzowie włączyli telewizory. Nie chciałby żeby ktoś stracił z tego, co on będzie mówił.

11:00 Wreszcie jest na wizji. Będzie dziś występował do 23:00. Szkoda ze w międzyczasie będą jeszcze cos nadawać. Spróbuje pogadać z prezesem żeby w ogóle zrezygnował z programów

15:00 Mała przerwa. Krzysztof je obiad w bufecie. Jest niespokojny. Prosi kogoś żeby się dowiedział czy nie ma protestów ze go nie ma na wizji

15:15 Krzysztof wraca przed kamery. Jest skruszony. Wie ze 15 minut bez niego to cala wieczność. Jak by to telewidzom wynagrodzić? Już wie. Następnym razem będzie jadł obiad na wizji

19:00 Znów mała przerwa. Krzysztof musi pójść do toalety. Jak to wynagrodzić telewidzom? Przecież nie będzie....

23:00 Dyżur w telewizji minął. Powrót do domu. Nikogo nie ma na ulicy, wiec Krzysztof składa autografy na chodnikach i murach. Jutro pogada z prezesem żeby kamery zainstalować również w jego mieszkaniu. Przecież śpi też pięknie


Czerwony Kapturek- wersja współczesna

13:00,wtorek, lipiec 10, 2007 ..   Komentowano 13  razy .. Link

Dawno, dawno temu, była sobie mała internautka, a nazywała się Czerwony K-pturek. Codziennie chatowała sobie z przyjaciółmi na kanale #las, aż tu pewnego dnia dostała maila od Mamy, w którym było napisane: 

"Kochana Córeczko, w załączniku przesyłam Ci pliki HTMLowe dla Babci. ZaFTPuj się, proszę, na konto Babci i daj jej te pliki, bo są jej potrzebne, żeby postawić sobie stronę webową. Całuję. Mama" 

Tak więc nasza mała internautka odpaliła sobie Windowsowego FTPa i załogowała się jako "K-pturek", żeby przesłać babci pliki, które właśnie dostała od mamy. Akurat ściągała załącznik ze swojego konta webmailowego gdy nagle dostała przez ICQa wiadomość od użytkownika o adresie e-wilk@hacker.las.com. K-pturek grzecznie odpowiedział na ICQową wiadomość, na co E-wilk uprzejmie ją pozdrowił i zapytał dokąd to się wybierała. K-pturek odpowiedział: - Loguję się na konto Babci, żeby przeFTPowac parę plików potrzebnych do postawienia własnej strony webowej. Po takiej odpowiedzi E-wilk zatelnetował się na skróty i połączył się z kontem Babci pierwszy. Gdy konto babci zapytało go o login ID, wstukał "k-pturek", scrackował hasło i wszedł na konto. Babcia, gdy zorientowała się, że to nie K-pturek tylko ktoś inny, natychmiast skillowała mu process, ale niestety E-wilk był szybszy. Zrobił jej ICMP flood'a na wszystkie porty, których firewall babci nie pilnował, firewall sie wywalił, a E-wilk zmienił hasło Babci. Potem przyznał sobie prawa ROOTa i zmienił system operacyjny na nowy, który nawet interfejsem przypominał stary system babci. A gdy już wszystko było zainstalowane, rozgościł się na koncie babci podszywając się pod dotychczasową właścicielkę. Po chwili zalogował sie K-pturek i po wejściu na konto babci zorientował się, że coś sie tu zmieniło. Zatalkowal szybko do babci i zapytał: 

- Babciu, a dlaczego masz taką wielką quote na dysku ? 

- Żeby lepiej pomieścić Twoje pliki. 

- Babciu, a dlaczego masz taki nowoczesny interfejs graficzny ? 

- Żeby lepiej skatalogować Twoje pliki. 

K-pturek poczuł, że coś tu jest nie tak: 

- Babciu, a dlaczego masz prawa ROOTa ? 

- Żeby Cię lepiej scrackować !!! 

Po takiej rozmowie nawet mały łatwowierny K-pturek rozpoznał, że to wcale nie Babcia i szybkim whois sprawdziła, że jej rozmówca talkował z konta e-wilk@hacker.las.com. K-pturek natychmiast wysłał maila do security@cyberspace.cop.org żeby poskarżyć się na oszusta. Przebiegły E-wilk spróbował zablokować K-pturkowi serwer POP3 przeciążając pamięć, ale na szczęście K-pturek zdążył w porę kliknąć guzik Wyślij. Po chwili na serwer wszedł Sysop z cyberspace.cop, który błyskawicznie odczytał adres IP E-wilka, zoverride'ował mu prawa dostępu i sam sobie przyznał profil ROOTa. Zanim E-wilk sie zorientował, Sysop skillował mu proces i zalożył bana na całą domenę. A z Trash'a systemu operacyjnego E-wilka udało się odzyskać tabele partycji starego systemu Babci, dzięki czemu można było odtworzyć starą konfigurację. Dzięki pomocy K-pturka i dzielnego Sysopa, Babcia mogła dokończyć formatowanie w HTMLu i postawiła wspaniałą stronę webową z dostępem 10 kilo na sekundę. Stronę Babci podziwiali wszyscy jak Sieć długą i szeroka, i w krótkim czasie nabili jej rekordową liczbę hitów.... 

I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.



Blogowa zabawa:))

11:04,niedziela, lipiec 8, 2007 ..   Komentowano 3  razy .. Link

DO ZABAWY ZAPROSIŁA MNIE teenmolla.blog.onet.pl

Jaką masz komórkę?

Nokię 3200

Ile masz na niej kontaktów?

74

Ulubiony dzwonek?

Pakito "Living on Video"

Ton budzika?

Holly Dolly

Czy posiadasz chociasz jedno zdjęcie swojego pupilka?

Tak

Jaką masz torebkę?

np. niebieską

Co w niej posiadasz?

błyszczyk, telefon, portwel, lusterko, itp.

 

Do zabawy zapraszam Czarna94 i nieania.

Zasady zabawy są proste każdy z zaproszonych powienien wkleić pytanka do notki i dodać jedno pytanie od siebie. Następnie zaprosić do zabawy innych uczestników

POZDROWIONKA



REKLAMA:))))

09:06,niedziela, lipiec 1, 2007 ..   Komentowano 23  razy .. Link

 

 

www.dodtaki-by-nicole.blog.onet.pl                                                                                                         

Fajny blogas! Polecam:))))

 www.nadia--life.blog.onet.plwww.nadia--life.blog.onet.pl

 



List blondynki do syna

23:55,sobota, czerwiec 30, 2007 .. Posted in Listy ..   Komentowano 4  razy .. Link

Pisze do Ciebie tych kilka linijek żebyś wiedział że do ciebie pisze. Więc jeżeli otrzymasz ten list to znaczy że dobrze do Ciebie dotarł. Jeżeli go nie otrzymasz to poinformuj mnie o tym, wyślę go jeszcze raz. Pisze do ciebie wolno bo wiem że nie potrafisz szybko czytać. Ostatnio ojciec przeczytał w pewnej ankiecie że najwięcej wypadków zdarza się kilometr od domu, dlatego zdecydowaliśmy się przeprowadzić dalej. Dom jest wspaniały; jest tu pralka, chociaż nie jestem pewna czy jest sprawna. Wczoraj, włożyłam do niej pranie, pociągnęłam za sznurek i pranie gdzieś wsiąkło, no ale cóż. Pogoda nie jest tu najgorsza. W tamtym tygodniu padało tylko dwa razy. Pierwszy raz padało 3 dni, drugim razem cztery. Jeżeli chodzi o tę kurtkę którą chciałeś, wujek Piotr powiedział że jeśli ci je wyślę z guzikami, które są ciężkie, to będzie drogo kosztowało, więc oderwałam guziki i włożyłam je do kieszeni. Ojciec dostał prace, jest bardzo dumny, ma pod sobą jakieś 500 osób. Kosi trawę na cmentarzu. Twoja siostra Julia, ta która wyszła za swojego męża, wreszcie urodziła, nie znamy jeszcze płci, dlatego ci nie powiem jeszcze czy jesteś wujkiem czy ciocią. Jeżeli to dziewczynka twoja siostra chce nazwać ją po mnie, ale to będzie dziwne nazwać swoją córkę "mama". Nie widzieliśmy za to wujka Izydora, tego który umarł w tamtym roku... Gorzej jest z twoim bratem Jasiem. Zamknął samochód i zostawił w środku kluczyki, musiał iść do domu po drugi komplet żeby nas wyciągnąć z auta. Jeżeli będziesz się widział z Małgosią pozdrów ją ode mnie, jeżeli jej nie będziesz widział nic jej nie mów.

Twoja mamusia Krysia

P.S. Chciałam ci włożyć parę groszy do listu, ale zakleiłam już kopertę.

 

 

 

 




List do Rodziców

06:50,wtorek, czerwiec 26, 2007 .. Posted in Listy ..   Komentowano 5  razy .. Link

Kochani Rodzice!

Nie pisałam do Was od czasu mojego wyjazdu na studia i naprawdę jest mi przykro, że mogłam być tak bezmyślna i nic do Was nie napisać wcześniej.
Teraz jednak opowiem Wam o wszystkim, co się u mnie wydarzyło, tylko bardzo Was proszę - usiądźcie przed przeczytaniem dalszej części tego listu, dobrze? No, więc, u mnie już teraz wszystko jest naprawdę nieźle. To pęknięcie czaszki i wstrząs mózgu, które miałam wtedy, gdy wyskoczyłam z okna akademika - bo zaraz po moim przyjeździe wybuchł tutaj pożar - już są prawie całkiem zaleczone. W szpitalu byłam tylko dwa tygodnie i teraz widzę już prawie całkiem normalnie, a te okropne bóle głowy miewam już tylko raz dziennie. Na szczęście ten pożar akademika i mój skok z okna widział nalewacz ze stacji benzynowej, która znajduje się obok akademika. To właśnie on zadzwonił po straż pożarną i karetkę. Odwiedzał mnie też w szpitalu, miałam, ponieważ nie miałam gdzie mieszkać, bo akademik się spalił, był tak miły, że zaprosił mnie do swojego mieszkania i pozwolił mi tam mieszkać. No, właściwie to jest tylko pokój w suterenie, ale za to bardzo fajnie urządzony. On jest bardzo sympatycznym chłopcem, bardzo się kochamy i zamierzamy się pobrać. Nie ustaliliśmy jeszcze dokładnej daty ślubu, ale odbędzie się na pewno zanim moja ciąża stanie się bardziej widoczna. Tak, kochani Rodzice, spodziewam się dziecka! Wiem, jak bardzo chcecie zostać dziadkami i świetnie sobie wyobrażam, jak ciepło powitacie mojego dzidziusia. Jestem pewna, że obdarzycie go taką miłością, poświęceniem i czułą opieką, jakimi obdarzaliście mnie, kiedy byłam dzieckiem. Powodem opóźnienia daty naszego ślubu jest to, że mój chłopak cierpi na drobną infekcję, którą zresztą się od niego zaraziłam, a która chwilowo uniemożliwia nam pomyślne przejście przez przedmałżeńskie badania krwi. Jestem pewna, że przyjmiecie mojego chłopaka do naszej rodziny z otwartymi ramionami. On jest bardzo fajny i choć niespecjalnie wykształcony, ma jednak naprawdę duże ambicje. Acha, zapomniałam Wam jeszcze napisać, skąd w ogóle wziął się ten pożar. Otóż jak robiliśmy zawody, który z kolegów najszybciej rozbierze po ciemku jedną z nas, mój partner miał szanse na wygranie, bo zdjął już ze mnie wszystko oprócz biustonosza - tego, który mi kupił za 600 zł profesor ze statystyki podczas naszego romantycznego wypadu do Kazimierza.... Więc ten kolega nie potrafił rozpiąć tego biustonosza, mimo że przecież rozpinał mi go już nie raz - i to często przy wyłączonym świetle. Może, dlatego, że był już po "kilku piwach" i musiałam go podtrzymywać, bo by się przewrócił. Więc Ahmed (bo tak ma na imię) chciał sobie pomóc z tym rozpinaniem i usiłował oświetlić zapięcie biustonosza światłem zapalniczki. I udało mu się - zrobiło się całkiem jasno, bo zapalił się również mój biustonosz, a od niego zajęły się moje włosy... Ale nie martwcie się: wszyscy mi to mówią, że bez włosów wyglądam równie atrakcyjnie (podobno coś miedzy Kojakiem a Sinnead O'Connor). A blizny po oparzeniach na plecach kumpel pięknie, zatuszował kolorowymi tatuażami: mam tam na przykład wytatuowanego Nosferatu - Wampira, Monikę Lewinsky z cygarem oraz jedną z najsłynniejszych scen filmowych... Teresy Orlowsky z trzema kochankami. A powracając do pożaru - jak już z wrzaskiem zrzuciłam palący się biustonosz, to przez przypadek wpadł on do 50-litrowej beczki ze spirytusem. I to był właśnie pech - bo gdyby wpadł on do drugiej beczki z zacierem albo do skrzynki z amfetaminą, to byśmy bez problemu go ugasili - to znaczy oni by ugasili, bo ja już wtedy byłam nieprzytomna, po upadku przez okno i świadomość odzyskałam dopiero w łóżku Ahmeda, w jego pokoju, który dzieli z sześcioma innymi Libijczykami. Ci Arabowie to dziwny naród - podobno u nich jest bardzo ciepło - bo jak odzyskałam przytomność, to wszyscy stali nade mną nago. No i to by było na tyle.
Całuję Was mocno,
Wasza Zuzia

PS.
Kochani Rodzice,
Teraz, kiedy już wszystko wiecie o moim obecnym życiu, chciałam Wam powiedzieć, że nie było żadnego pożaru w akademiku, nie miałam pęknięcia czaszki ani wstrząsu mózgu, nie byłam w szpitalu, nie jestem w ciąży, nie jestem zaręczona, niczym się nie zaraziłam, ani nawet nie mam chłopaka. Ale w tym semestrze dostanę dwóję z fizyki i trzy z dwoma minusami z chemii. Chciałabym, więc, żebyście spojrzeli na te stopnie z odpowiedniej perspektywy
.

 



Pytania do egzaminu maturalnego

08:31,poniedziałek, czerwiec 25, 2007 ..   Komentowano 3  razy .. Link
Nazwisko:..........................................
Pseudonim:............................... 
Przynależność (Gang):..............................

1) Zyga posiada AK-47 z magazynkiem na 80 kul. Wystrzeliwuje 13 kul za
kazdym razem gdy naciska na spust. Ile razy może wystrzelić zanim będzie
musiał zmienić magazynek?

2) Karol posiada 10 gram "czystej kolumbijskiej". Zmieszal ja z
"dwutlenkiem" w stosunku 4 części kokainy na 6 części"dwutlenku". Sprzedal
6 gramów mieszaniny Marianowi za sumę 650 zl i 15gramów Romanowi, po 100
zl za gram.
a) Kto, Marian czy Roman dał się wyrolować?
b) Ile gramów mieszaniny zostało Karolowi?
c) Jaki jest stopień zanieczyszczenia kokainy Karola?

3) Radek jest alfonsem. Ma trzy dziewczynki, które dla niego pracuja. Jeśli cena jednego numerku wynosi 110 zl, a dziewczynkom dostaje sie z tego 60 zl, to ile razy każda z dziewczat bedzie musiała się sprzedać, aby Radek mógł opłacić swoje 3 dzienne dawki cracku, cena których wynosi 85 zl za skręta?

4) Irina chce odebrać częśc ze 100 gramów heroiny, którą kupila w celu
otrzymania 20-procentowego zysku. Jakiej masy środka rozrzedzającego musi
użyc?

5) Arkadiusz zarabia 2000 zł na każdym skradzionym BMW, 1500 zl jezeli jest to japończyk i odpowiednio 4000 zł za 4x4. Jeśli już ukradł dwa BMW i trzy 4x4, to ile japończyków mu zostaje do sciągnięcia, aby otrzymał dochód w
wysokości 30 000 zł?

6) Jachu jest od 6-ciu lat w więzieniu za napad z morderstwem. Uzyskane w czasie napadu srodki, tj. 90 000 zl ukryl w mieszkaniu swojej dziewczyny. Kazdego miesiaca dziewczyna podciąga 450 zl. Ile pieniedzy zostanie Jachowi po wyjściu z więzienia?
Pytanie dodatkowe: ile lat dostanie Jachu, jeśli po powrocie na wolność zabije tę sukę?

7) Marecki przespał się z 6-cioma dziewczynami z gangu. W chwili obecnej w gangu jest 27 dziewczyn. Jaki procent dziewczyn z gangu przeleciał Marecki?

8) Podczas ostatniej bitwy z bandą Ruskich, Stachu zużył 76 kul z pistoletu automatycznego, które dosięgły zaledwie trzech osób.
a) Jaka jest jego skuteczność?
b) Czy zasługuje, aby pozostać w gangu, jeśli próg maksymalny wyznaczony przez współczynnik Pershinga wynosi 23 kule na ubitego Ruska?


Pamiętnik chirurga

15:34,sobota, maj 19, 2007 .. Posted in Pamiętniki ..   Komentowano 4  razy .. Link

Sobota.
Jestem trochę niespokojny. Wczoraj zacząłem dość zawiłą operację na panu Łukaszu spod siódemki. Nie zauważyliśmy, jak czas zleciał i zrobiła się szesnasta i koniec roboty. Pan Łukasz został na stole do poniedziałku. Martwię się, że będzie próbował sam się zaszyć. Poniedziałek. Wszystko dobre, co się dobrze kończy. W czasie weekendu była przerwa w dostawie prądu. Urządzenia przestały działać i pan Łukasz też. Dzisiaj miałem tylko dwa wyrostki. Dziwne, że u jednego pacjenta. No, ale poniedziałek jakoś zleciał, tym bardziej, że siostra Kulanka znalazła między protezami podręcznik anatomii. Bardzo ciekawy. Nigdy bym nie przypuszczał, że aż z tylu części składa się człowiek.
Wtorek.

Od rana pech. Podczas operacji plastycznej znów zabrakło skóry. Pożyczyłem, co prawda kawałek ceraty od ajenta bufetu, no, ale jak długo można nadużywać dobrej woli człowieka niezwiązanego przecież ze służbą zdrowia?
Środa.  

W dalszym ciągu pechowa passa. Siostra Narcyza potrąciła mnie podczas operacji, kiedy akurat zerkałem na siostrę Honoratkę. Wszystko stało się bardzo szybko. Rodzina pana Korytko, który był na stole chce mnie skarżyć o to, że mu przyszyłem butlę z tlenem do pleców. Kiedy już ochłonąłem, to zrobiłem sobie na próbę zastrzyk nową jednorazówką z tego transportu, który dopiero, co nadszedł. Bardzo bolesny, dwa razy zemdlałem, zanim wprowadziłem wszystko dożylnie. Siostra Jola powiedziała, że niepotrzebnie się męczyłem, bo igły do tych strzykawek przyjdą w przyszłym tygodniu i iniekcje mają być ponoć łatwiejsze. Eee, pożyjemy zobaczymy.
Czwartek.

Dzisiejszy dyżur na oddziale reanimacji minął nadspodziewanie spokojnie. Praktycznie przez cały czas nie było prądu, więc aparatura nie hałasowała. Na szczęście włączyli fazę i zdążyłem jeszcze wypełnić wypiski. Natomiast mocno zastanawiająca historia przytrafiła mi się podczas porannego obchodu. Otóż spotkałem mojego sąsiada z bloku, inżyniera Brzydło. Powiedział, że przyszedł do naszej kliniki do Rentgena. Ciekawe to o, tyle, że nikt z pracowników naszej placówki, ani też żaden, żaden z jej pacjentów nie nosi takiego nazwiska. No i kto mi teraz wytłumaczy, dlaczego inżynier Bazydło ukrył przede mną prawdziwy cel swojej wizyty?
Piątek.

Obchodzę mały jubileusz. Właśnie dziś wykonałem moją setną operację. Radość tym większa, że dzisiejszy zabieg był pierwszym udanym. Coraz częściej, szczególnie podczas trepanacji czaszki, odzywa się moje najskrytsze marzenie: chciałbym kiedyś rozpocząć studia medyczne. I może nawet je skończyć.
Sobota.

To był naprawdę ciężki tydzień. Jestem już bardzo zmęczony. Dosłownie przewracam się o każdego leżącego.
Wtorek.

Bardzo silnie uderzyłem się w twarz butlą tlenową. Nigdy by do tego nie doszło, gdybym nie zrobił sobie omyłkowo zastrzyku ze spirytusu. Przypuszczam, że spirytus podrzucił mi pielęgniarz Gniady z zemsty za to, że zamiast od bólu głowy, dałem mu na przeczyszczenie. Kiedy go czyściło, zrobiłem mu trepanację i napchałem do głowy gazet. Myślę, że bredzę. Dobranoc, kochany dzienniczku. Chyba już w tym tygodniu nic nie napiszę.
Środa. Po południu.

Dzisiaj rano otworzyłem pana Bielinka, tego spod czternastki. Już od tygodnia skarżył mi się, biedaczek, że mu coś leży na wątrobie. A jednak niczego nie znalazłem. Ciekawe, dlaczego chciał mnie wprowadzić w błąd. Podobnie zresztą, jak pan Paprotka, który usiłował mi wmówić, że ma zimną krew. A kiedy przetoczyłem mu ją do butli, to się okazało, że jej temperatura wynosi grubo powyżej zera. A ściślej mówiąc, 36 i 6, czyli razem 42. A ten Paprotka, widocznie ze wstydu, już się więcej do mnie nie odezwał.
Czwartek.

Popadłem w konflikt z naszym anestezjologiem, doktorem Zegrzyńskim. Zegrzyński uważa, że przekraczam swoje kompetencje usypiając bardziej kłopotliwych pacjentów bez jego wiedzy i na dłużej. A ja pytam, co to znaczy dłużej? Te dwa, trzy miesiące zdrowego snu tylko wzmocnią organizm chorego i obsługi.
Piątek.

Konflikt trwa. Nie miałem innego wyjścia. Uśpiłem doktora Zegrzyńskiego.
Sobota.
Dzisiaj przywieziono czterech pacjentów z wypadków. Po ich uśpieniu i długotrwałej operacji wyszło mi dwóch. Zdecydowałem się ich uśpić.

Niedziela.

Zbudzili Zegrzyńskiego, żeby mnie uśpił.
Wtorek.

Salowy Wiśniewski powiedział dzisiaj do mnie podczas obchodu Doktorze, dzisiaj nie wtorek, zapnij rozporek. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że dzisiaj właśnie jest wtorek. Nie wiem, dlaczego ten cham tak się śmiał. Siostra Kulanka też. Nienormalni.
Środa.

Myślałem długo nad wczorajszym incydentem z Wiśniewskim. Sprawdziłem dokładnie w kalendarzyku, potem jeszcze specjalnie włączyłem dziennik. Wczoraj na pewno był wtorek.
Czwartek.
Wiem, że dorosły człowiek, i do tego lekarz nie powinien zaprzątać sobie głowy drobiazgami, ale nie mogę zapomnieć o wtorkowym obchodzie. Dziś przezornie przed wyjściem z toalety zapiąłem sobie rozporek. W końcu dzisiaj nie wtorek, tylko czwartek. Jutro piątek. Może się położę na kilka dni.



Pamiętnik posła

15:55,czwartek, maj 17, 2007 .. Posted in Pamiętniki ..   Komentowano 3  razy .. Link
PAMIĘTNIK POSŁA
 
 
Poniedzialek
Znów do roboty... Zaledwie zakonczyla sie poprzednia sesja parlamentu, pamietam, spiewalismy koledy i dawalismy sobie podarunki pod choinke, a tu znów juz trzeba do roboty. Dzieciaki sie smieja, bo akurat zaczynaja sie im wakacje a ja musze kisic sie w lawce. No ale nic, trzeba przecierpiec te dwa albo i trzy tygodnie. Chyba wystapie o dodatek za prace w nadgodzinach. Kto to widzial tyle tyrac.
 
Wtorek
Jak goraco! Odparzylem sobie posladki o lawe. Wkurzylo mnie to i rzucilem pomysl strajku. Oflagowalismy sie, zalozylismy Poselski Komitet Strajkowy i oglosilismy liste 22 postulatów, bez spelnienia których nie przerwiemy strajku. W razie niespelnienia postulatów zagrozilismy glodówka rotacyjna, tzn. glodowac beda po kolei wszyscy poslowie w godzinach 8-8.15 rano i 02-02.30 w nocy, oraz wszyscy w przerwach miedzy posilkami. Ci z ZCHN glosowali "za", bo w starszym wieku dobrze jest sie czasem przeglodzic, ale pod warunkiem zeby glodówke nazwac postem, bo poszczenie jest jak najbardziej zgodne z wartosciami chrzescijanskimi.
 
Sroda
Zachorowal kolega z naszego klubu. Mówilem mu, ze langusty z kawiorem nie popija sie litrem koniaku! Wyslalismy mu zyczenia do szpitala: "Drogi kolego, zyczymy szybkiego powrotu do zdrowia. 34 za, 5 przeciw, 2 sie wstrzymalo".
 
Czwartek
Wczoraj na balandze doszlismy do wniosku, ze wlasciwie zapomnielismy o jeszcze jednym postulacie: Zadamy podwyzki diet do przecietnej placy kongresmana i wyplaty jej w dolarach. Fuck! Okazalo sie, ze kongresman zarabia mniej niz my. Wycofalismy postulat i naglosnilismy to jako wyraz naszej troski o spoleczenstwo i jako przyklad skromnych wymagan materialnych parlamentu.
 
Piatek
Kupili mi Mercedesa 500. Moi wyborcy przestana sie wstydzic, ze jezdze jakims marnym BMW.
 
Sobota
Obudzilem sie zlany potem, ale po chwili okazalo sie, ze to tylko sen. Nadal mam przy sobie - jak kazdy mezczyzna - narzedzie gwaltu. Ufff.
 
Niedziela
Pod oknami wrzeszczeli rolnicy albo nauczyciele. Jeden motloch, chuj z nim. Przeszkadzaja w mszy i nie uslyszalem kto zalapie sie na kolejna wycieczke do Rzymu z prezydentem. Wedle listy z naszej partii powinien jechac teraz szwagier ciotki mojego szofera, ale jak znam zycie to pojedzie znów stryjenka wuja tego elektryka od maszynki do glosowania. Facet powiedzial, ze albo ja poslemy albo przestanie dodawac nam glosów.
 
Poniedzialek
Po paru piwkach jechalem sobie srodkiem chodnika (przeciez nie pojade ulica, bo o wypadek nietrudno) i jakis palant potracil mego Merca. Rodzine ofiary obciazono kosztami naprawy.
 
Wtorek
Spotkanie z wyborcami. Obiecalem emerytom po 130 milionów renty. Bili brawo. Potem nazwalem prezydenta agentem. Bili brawo. Potem rzucilem haslo "precz z zydostwem". Bili brawo. Potem powiedzialem, ze solidaryzuje sie z nimi, bo tez zarabiam zaledwie 20 milionów. Bili - ale mnie. Okazalo sie, ze oni wprawdzie zarabiaja 20 mln lecz rocznie. Musze uwazniej czytac notatki jakie mi robia w biurze.
 
Sroda
Zglosilem votum nieufnosci w stosunku do rzadu. Na szczescie koledzy powiedzieli mi, ze piec dni temu obalilismy tamten rzad i teraz jestem wicepremierem. Nawet nie wiedzialem. Powiedzialem, ze sie pomylilem. I tak wszyscy spali.
 
Czwartek
Dzisiaj glosowalismy nad jakas ustawa czy podatkiem; nie pamietam. Czytalem sobie "NIE" i nagle widze, ze kamerzysta usiluje sfilmowac jak ktos obok mnie glosuje na dwie rece i jedna stope. A to sukinsyn! Kamerzysta. Usiluje manipulowac opinia publiczna. Wezwalem i opieprzylem. Jej, jak ja to lubie!
 
Piatek
Prezydent zrobil aluzje, ze juz dawno nie calowalismy go w dupe. Powiedzial - bezczelny - ze jakby co, to rozwali ten caly parlament siekiera. Cham ze sloma w butach. Nie pomyslal, ze musialbym wtedy wrócic do tej kanciapy na budowie i dalej robic za stróza nocnego.
 
Sobota
Zawiazalismy koalicje. Ja i ta blondyna z KPN... czy moze z PSL? Cholera ja wie. Szybko uzgodnilismy wspólny punkt widzenia i znale?lismy plaszczyzne porozumienia. Ruchy frykcyjne... pfu, frakcyjne, odchodzily az dudnilo. Ona troche narzekala, ze obtarla sobie kolana na kleczniku, gdy ladowalem ja od tylu, ale co tam, dla dobra Polski mozna pocierpiec. Milo bylo, ale potem okazalo sie, ze to komunistka! Jak Bozie kocham! W srodku byla calkiem rózowa, a miejscami nawet czerwona! Zdekomunizowalem ja przez okno.
 
Niedziela
Gralem w karty z szefem klubu bezpartyjnych katolików, albo niekatolickich partyjnych. Nigdy sie nie moge w tym polapac. Wygralem dwa etaty wice wojewody (koledzy sie uciesza!), 15-minutowe "okienko" w TV zaraz przed "Kolem Fortuny", podróz z prezydentem do Gwadelupy i sluzbowa Honde Accord, ale stara, bo ma juz pól roku i 10,000 na liczniku. Bedzie dla szwagra, bo pieni sie, ze ma posla w rodzinie i nawet nie jest jeszcze ambasadorem. Tamtemu lyso bylo, wiec dalem mu potem wygrac w tym glosowaniu nad budzetem. Zabrano emerytom polowe szmalu i podniesiono podatki do 95% Niezly interes zrobilem, moze nie?
 
Poniedzialek
Lotr! Sukinsyn bez czci i sumienia! Ta Honda ma 35.000 na liczniku i popielniczke pelna petów; a co gorsza prezydent odwolal wizyte w Gwadelupie, o czym wczesniej nie wiedzialem. Jakze pazerni i nieuczciwi bywaja niektórzy nasi wybrancy spoleczenstwa.
 
Wtorek
Ciekawa inicjatywa. Zgloszono projekt by tytuly senatora i posla przechodzily z ojca na syna. Oczywiscie slubnego. Hmmm, trzeba to . Zgloszono projekt by tytuly senatora i posla przechodzily z ojca na syna. przemypienil... "proces plynnej sukcesji wladzy"... nie, to jeszcze nie to. Ale slec. Jak by to ladnie nazwac, zeby ten motloch sie nie poczekamy, poczekamy


Najgłupsze wypowiedzi

14:13,czwartek, maj 17, 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
1. pyt: "Czy chciałabyś żyć wiecznie jeśli byłoby to możliwe? uzasadnij odpowiedź."
odp: "Nie chciałabym żyć wiecznie, bo nie powinniśmy żyć wiecznie, ponieważ jeśli mielibyśmy żyć wiecznie, to byśmy żyli, a przecież nie możemy; i wlaśnie dlatego nie chciałabym żyć wiecznie."
---Miss Alabama, 1994 Miss USA, wypowiedź na wyborach miss. ---

2. "Gdy tylko oglądam w TV te biedne, głodujące dzieci gdzieś na świecie, nie mogę powstrzymać się od płaczu. To znaczy, chciałabym być taka szczupła jak one, ale z tymi muchami, wszechobecną śmiercią itp..."
--- Mariah Carey ---        ALE GAFA


Hodowla i pielęgnacja faceta

14:24,czwartek, maj 10, 2007 ..   Komentowano 1  razy .. Link

Pierwszy dzień w domu
Nowy mężczyzna w domu to radość dla kobiety, ale i nowe obowiązki. Nie można zapominać o tym, że często nie znamy rodowodu, ani nawet poprzedniej właścicielki naszego nowego pupila. Nie wiemy, jak był traktowany i jakie ma nawyki. Na wszelki wypadek nie należy wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, lepiej też unikać podnoszenia głosu, bo może się skulić, schować za szafę i trzeba będzie włączyć odkurzacz żeby go wypłoszyć. Dlatego już od progu przemawiamy do niego łagodnym, acz stanowczym głosem. Układamy na kanapie, głaszczemy po głowie (ostrożnie, bo może nieprzyzwyczajony) i pozwalamy mu zatrzymać paletko, by czuł zapach z poprzedniego domu. Pierwsza noc jest zazwyczaj najtrudniejsza, ponieważ może pochlipywać i piszczeć, ale musimy wykazać się konsekwencją i nie brać go od razu do swojego łóżka, żeby się nie przyzwyczaił.

Złe nawyki
Już po kilku dniach pobytu nowego mężczyzny w domu orientujemy się pobieżnie, jakie ma nawyki. Najczęściej przywiązuje się do miejsca, na którym spędził pierwszą noc, czyli kanapy i tam zalega w pozycji horyzontalnej. Często z pilotem od telewizora w dłoni. Czasem z gazetą, sporadycznie z książką. Ponieważ mało mówi, mogłoby się wydawać, że myśli, ale najczęściej okazuje się, że to tylko złudzenie. Gdy czuje głód, opuszcza legowisko i buszuje po kuchni. Wtedy najlepiej być w domu i szybko zrobić mu coś do jedzenia. W przeciwnym razie w kuchni zastaniemy wypiętrzone grzbiety brudnych naczyń, pod stopami lepkie substancje, a wszystko posypane zgrzytającym cukrem i okruszkami chleba. W lodówce natomiast puste kartony po mleku. W żadnym wypadku nie wolno wtedy bić mężczyzny. Bo ucieknie.

Karmienie
Karmienie mężczyzny zwykle nie jest zbyt skomplikowane i nawet średnio zdolna kulinarnie kobieta udźwignie ten ciężar, w niektórych przypadkach również i związane z tym koszty. Nie należy się też stresować opinią mężczyzny na temat smaku podawanych dań, bo i tak żadna z nas nie potrafi gotować tak, jak jego mamusia. Podajemy zatem cokolwiek, byle było ciepłe, ponieważ on i tak nie oderwie oczu od gazety lub telewizora. Podobno znane są przypadki że udało się nauczyć mężczyznę, żeby kanapki jadł nad talerzem i nie w łóżku oraz nie podjadał z rondla, ani też nie gryzł całego pęta kiełbasy jak barbarzyca, ale informacje te nie zostały potwierdzone naukowo. Jedno jest pewne - mężczyzna lubi dostawać jeść regularnie i szybciej się wtedy oswaja.

Pielęgnacja - ubieranie
Pielęgnacja mężczyzny wymaga wielu starań i nieustannego nadzoru. Nikt, kto jeszcze nie hodował w domu mężczyzny, nie zdaje sobie sprawy, jaki obowiązek bierze na swoje barki zarówno w dni robocze jak i w święta. Pierwszorzędną sprawą jest skompletowanie nowej garderoby. W przeciwnym wypadku mężczyzna nie porzuci rozciągniętego podkoszulka i wypchanego na kolanach dresu. No chyba, że się na nim rozpadną ze starości. Potem już tylko trzeba podsuwać mu rano gotowy zestaw do ubrania, prać, czyścić, prasować, przyszywać guziki, zestawiać kolory i chwalić, że świetnie wygląda. I bywa, że jedynym znakiem uznania za pielęgnacją mężczyzny jest odcisk obcej szminki na jego kołnierzyku.

Pielęgnacja - higiena
Są mężczyźni, którzy boją się wody jak ognia, ale takich na szczęście można wyczuć na odległość. Pozostali uwielbiają się chlapać w łazience godzinami. Co za tym idzie, musisz zaakceptować (bo jeszcze nikt nie wymyślił na to sposobu) permanentnie podniesioną deskę, brudną wannę, zachlapania w promieniu 5 metrów, nie zakręconą pastę, wodę w mydelniczce i zdeptany na podłodze, twój osobisty biały ręczniczek. W skrajnych przypadkach, dzięki wieloletnim wysiłkom, można przyuczyć mężczyznę do obcinania paznokci u nóg. Co prawda zrobi to na podłogę, ale twoje łydki po spędzonej wspólnie nocy nie będą wyglądały jak po walce z bengalskim tygrysem.

Pielęgnacja - kosmetyki
Zazwyczaj mężczyźni niechętnie używają kosmetyków, ale piankę do golenia i dezodorant podbierają z twojej półki, a do tego bezczelnie pyskują, że ma za bardzo kwiatowy zapach. Często idą dalej i podłączają się również do szamponu i odżywki, pasty i płynu do płukania ust. To jest irytujące, ale jeszcze nie naganne. Niepokoić się trzeba, kiedy ubywa brokatowego pudru, szminki, a zwłaszcza kiedy zauważasz, że ktoś chodził w twojej koronkowej bieliźnie

Zdrowie
W przypadku mężczyzny nawet najlżejsze przeziębienie lub katar mogą być niebezpieczne i brzemienne w skutki. Nie dla niego oczywiście, tylko dla nas. Wystarczy stan podgorączkowy albo lekkie skaleczenie i mamy w domu rozhisteryzowaną, konającą ofiarę, która wymaga od nas wysoko wyspecjalizowanej opieki medycznej i psychoterapii, oraz zapewnienie, że na pewno nie umrze. Nadludzkim wysiłkiem woli i cierpliwości musimy jakoś przeżyć te erupcje hipochondrii i wyzbyć się jakichkolwiek złudzeń, że gdy my będziemy umierać w malignie na zapalenie płuc, ktoś poda nam szklankę wody. W sytuacji naszej choroby on przyjdzie i zapyta "a co dzisiaj mamy na obiad?".

Ruch
Oprócz wąskiej grupy fascynatów czynnego wypoczynku, mężczyzna, tak jak kot, potrafi przyjemnie przeżyć życie, nie opuszczając zamkniętych pomieszczeń. Nie licząc krótkiego dystansu "do" i "z" samochodu. Będzie się wił jak diabeł pod kropidłem, gdy spróbujemy namówić go na spacer. Gotów jest wtedy nawet wziąć się za jakąś pracę domową i lepiej nie stawać mu w tym na przeszkodzie. Ostatnią deską ratunku, żeby utrzymać jego i siebie w kondycji, jest sprowokowanie aktywności seksualnej. To nam rozwiąże kwestie jogi, aerobiku, gimnastyki artystycznej, hiperwentylacji i drenażu limfatycznego. Sposób domowy - tani i zdrowy.

Mnożenie
Ukoronowaniem wzorowej hodowli jest uzyskanie zdrowego potomstwa. Tu nie można popełnić częstego błędu czekając, aż mężczyzna sam się rozmnoży, ani też żywić nadziei, że wzbogacenie hodowli o drugiego mężczyznę rozwiąże tę palącą kwestię. Otóż nie rozwiąże, najwyżej się pozagryzają. A zatem pamiętajmy, że w rozmnażaniu mężczyzny musimy mu pomóc i odegrać w tym kluczową rolę. Jedyne, co mężczyzna powinien samodzielnie mnożyć, to środki na wychowanie potomstwa.

Kontrola
Kiedy nacieszymy się już naszym mężczyzną, a on oswoi się z nami i zacznie ufnie jeść z ręki, możemy zacząć delikatnie wypuszczać go z domu. Najpierw tylko do pracy, potem do mamusi na obiad, a za dobre sprawowanie nawet na piwo z kolegami. Ale trzeba być czujnym. Wprawdzie nie można go przykuć do kaloryfera, ani wszędzie mu towarzyszyć, ale od czego mamy komórki. Jak ma czyste sumienie i kocha, to sam się melduje średnio co godzinę, przynajmniej SMS-em. Martwić się należy, gdy za długo "abonent jest czasowo niedostępny". Wtedy trzeba przykrócić smycz, bo byłoby wielkim marnotrawstwem, gdyby naszego wypielęgnowanego ulubieńca używała jakaś flądra. I to za nasze pieniądze.

Tresura
Prędzej wielbłąda przeprowadzisz przez ucho igielne, niż nauczysz czegoś mężczyznę. Tresura powinna odbywać się w wieku szczenięcym i jeśli została zaniedbana w rodzinnym gnieździe, to nie mamy żadnych szans, żeby to zmienić. W wypadku braku elementarnych zasad dobrego wychowania, najlepiej po prostu zmienić egzemplarz na inny. Nie usypiać!!! Można przecież oddać w dobre ręce irytującej nas od dawna koleżanki, zostawić w schronisku wysokogórskim, bądź porzucić w lesie na parkingu.

Czas wolny
Mężczyznę nabywamy w przekonaniu, że wypełni nam przyjemnościami nasz czas wolny. I tu następuje duże rozczarowanie, gdyż okazuje się, że w związku z posiadaniem mężczyzny nie mamy już czasu wolnego. Raczej pozostaje nam zorganizować jego czas wolny, żeby nie zgnuśniał do reszty. Niektóre optymistki odnajdują się, oglądając transmisje sportowe, lepiąc samolociki, albo przekopując ogródek jego rodziców. Pesymistki biorą drugi etat, prace zlecone i robią błyskotliwe kariery.

Posłuszeństwo
Mężczyźni nigdy nie słuchają tego, co się do nich mówi. Mają co prawda dwoje uszu, ale jedno z nich służy do wpuszczania naszych słów, drugie natomiast do natychmiastowego ich wypuszczania. Jeśli czasem wydaje się nam, że słuchają naszych wywodów w skupieniu na twarzy, to niechybnie boli ich brzuch, albo muszą niezwłocznie udać się do toalety. Dlatego próby obarczenia ich nawet pozornie prostymi obowiązkami, takimi jak zrobienie podstawowych zakupów, wyrzucenie śmieci lub podlanie kwiatka podczas naszej nieobecności, nie mają najmniejszego sensu i powodują w nas samych niepotrzebną irytację.

Sztuczki
Jeżeli trafił nam się mężczyzna o wesołym i skorym do zabawy usposobieniu, mamy szansę nauczyć go paru sztuczek, które ułatwią nam nieco życie. Na przykład wracanie do domu na telefoniczne zawołanie, celność przy korzystaniu z toalety, umiejętność wrzucania brudnej bielizny do wnętrza pralki, aportowanie dóbr materialnych, oraz używanie ze zrozumieniem słów - "proszę", "przepraszam" i "dziękuję". Ot, taka edukacyjna zabawa. Na efekty trzeba długo czekać, ale nie zaszkodzi spróbować.

Własny kąt
Bardzo ważne, żeby mężczyzna miał w domu swoje miejsce, gdzie mógłby się schować i nie plątać się nam pod nogami. Najlepiej własny pokój z biurkiem pełnym nietykalnych świętości, ryczącym telewizorem, nietykalnym legowiskiem gdzie mógłby drzemać, udając, że ciężko pracuje. Pamiętajmy, że nie wolno nam tam wchodzić bez potrzeby i bez pukania. Zresztą byłby to duży szok dla naszego poczucia estetyki i porządku. Wkraczamy tam tylko w ostateczności, kiedy zaczyna brzydko pachnieć w mieszkaniu. Najlepiej w skafandrze do utylizacji radioaktywnych odpadów.

Mężczyzna w łóżku
Nieuniknione, że raczej prędzej niż później mężczyzna będzie się wpychał do naszego łóżka. Wślizgnie się od ściany, odepchnie łapami i zrzuci nas w nocy na podłogę, a wcześniej ściągnie z nas kołdrę. Jeśli jakimś cudem nie damy się zrzucić, uczepi się nas jak ośmiornica, przygniecie całym ciężarem i będzie chrapał prosto do ucha. Właściwie nie ma na to sposobu, ale pewnym pocieszeniem jest fakt, że mężczyzna wydziela bardzo dużo ciepła i można zaoszczędzić na ogrzewaniu w okresie jesienno - zimowym.

Zabawki
Mężczyzna najbardziej lubi bawić się "w doktora". Niestety, jak we wszystkim, nie zna umiaru, a my nie zawsze mamy ochotę mu w tym towarzyszyć, bo mamy swoją pracę i potrzebę przespania choćby sześciu godzin na dobę. Dlatego też, żeby się nie nudził, albo nie szukał innego towarzystwa, trzeba mu pozwolić bawić się jego ulubionymi zabawkami. Nowym samochodem, motorem, kinem domowym, albo monumentalnym sprzętem grającym, w najlepszym wypadku najnowszą komórką z internetem i wodotryskiem. Ważne, żeby się czymś zajął, a my w tym czasie bawimy się w naprawiacza kranów, elektryka, stolarza, kucharkę, zaopatrzeniowca itd. itp.

Sam w domu
Zdarza się tak, że musimy pilnie wyjechać na parę dni i zostawić mężczyznę samego w domu. Wtedy zabezpieczamy, co tylko się da. Kwiatki wynosimy do sąsiadów, papugi do przyjaciółki, a oszczędności do banku. Zostawiamy pełną lodówkę i ogarnięte mieszkanie, żeby mu było przyjemnie. Wracając zastajemy kosmiczny bałagan i pustą lodówkę. Oddychamy z ulgą, bo jeśli byłoby posprzątane, to znak, że albo wcale nie spał w domu, albo ktoś mu pomógł zacierać ślady wiarołomstwa.



10 Przykazań Szczęśliwego człowieka

14:34,piątek, kwiecień 20, 2007 ..   Komentowano 2  razy .. Link
  • Człowiek rodzi się zmęczony i żyje, aby odpoczywać.
  • Kochaj swe łóżko jak siebie samego.
  • Odpoczywaj w dzień abyś mógł spać w nocy.
  • Jeśli widzisz kogoś odpoczywającego, pomóż mu.
  • Praca jest męcząca wiec należy jej unikać.
  • Co masz zrobić dziś zrób pojutrze- będziesz miał dwa dni wolnego.
  • Jeśli zrobienie czegoś sprawia ci trudność, pozwól zrobić to innym.
  • Nadmiar odpoczynku nikogo nie doprowadził do śmierci.
  • Kiedy ogarnia cię ochota do pracy, usiądź i poczekaj aż ci przejdzie.
  • Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia


  • Z uczniowskiego dzienniczka

    14:22,piątek, kwiecień 20, 2007 ..   Komentowano 0  razy .. Link
    - Na klasówce z informatyki twierdzi, że wcale nie ściąga, tylko kopiuje.
    - Dłubie w zębach cyrklem, a to, co wydłubał, układa na ławce.
    - Na wzmiankę o panu od fizyki krzywi się paskudnie.
    - Córka przychodzi do szkoły w bardzo obcisłych bluzkach, czym rozprasza nauczycieli.
    - Zapytany, czy ma jakieś zwierzę, odpowiedział, że świerzba.
    - Nie chce śpiewać hymnu szkoły. Mówi, że uznaje tylko disco polo.
    - Zaglądał do pokoju nauczycielskiego przez dziurkę od klucza.
    - W czasie zwiedzania muzeum ślizgał się na kapciach i podciął nogi przewodniczce.
    - Nie chce pisać klasówki, bo twierdzi, że to dla niej za duży stres.
    - Na każde pytanie nauczyciela odpowiada: "O Jezus Maria!"
    - Z radości, że nie ma nauczyciela zwalił tablicę.
    - Zadaje pytania, na które nie znam odpowiedzi.
    - Puszcza bąki i zwala winę na nauczyciela.
    - Spóźnił się na lekcje i tłumaczył, że miał ważne spotkanie z Michaelem Jacksonem.
    - Nie chce pisać kredą na tablicy, bo twierdzi, że to przestarzała metoda.
    - Grał w okręty na dzienniku lekcyjnym.
    - Pali papierosy, a przyłapany twierdzi, że to cygara.
    - Grozi kolegom śmiercionośną bronią w postaci cyrkla.
    - Pisze wypracowania hieroglifami.
    - Pije wodę z akwarium i podjada rybkom pokarm.
    - Spytał, czy zamiast iść do tablicy może wysłać SMS-a.
    - Molestuje koleżankę długopisem.
    - Narysował na ławce gołą babę.
    - Przyniósł do szkoły trutkę na szczury z zamiarem wypróbowania jej na wychowawcy.
    - Kowalski w trakcie lekcji uprawiał ziemię cyrklem w doniczce.
    - Schowany za podręcznikiem fizyki wydaje odgłosy przyprawiające mnie o mdłości.
    - Wyrzucił koledze teczkę za okno i powiedział, że "jak kocha to wróci".
    - Rafał cały czas śpiewa i nuci na lekcji.
    - Po wpisaniu uwagi Rafał zaczął chodzić po klasie.
    - Podpalił koledze teczkę na lekcji i zapytał, czy może wyjść po gaśnicę.
    - W czasie wyścigu międzyszkolnego umyślnie biegł wolno, by jak twierdzi zyskać na czasie.
    - Zamknął nauczyciela na klucz i odmówił zeznań.
    - Podał nie swoje imię motywując, że chciałby się tak nazywać.
    - Wysłany po kredę przyniósł ślimaka.
    - Wysłany w celu namoczenia gąbki wrócił z mokrą głowa i suchą gąbką.
    - Po napisaniu kartkówki nie oddał jej twierdząc, że zostawił ja w domu.
    - Ukradł dziennik lekcyjny, nie chce oddać i żąda okupu.
    - Na lekcji zajęć praktyczno-technicznych umyślnie piecze ciasto bez mąki.
    - Rozbiera atomy na cząsteczki i kładzie sobie na oczach.
    - Ukradł sedes z ubikacji szkolnej.
    - Stale obraża się na nauczycieli.
    - Na lekcji biologii rzucił we mnie łopatą.
    - Wyrwany do odpowiedzi mówi, że nie będzie zeznawał bez adwokata.
    - Kopnął kolegę i mówi, że go boli głowa.
    - Pluje pod nogi nauczyciela. Upomniany twierdzi bezczelnie, że bada siłę grawitacji.
    - Przemek bawi się na lekcji wszystkim, nawet chorym palcem.
    - Wkłada kapiszony do kontaktu, czym doprowadził nauczycielkę na pogotowie.
    - Michał zachowywał się nieodpowiednio po lekcjach. Obrzucał śniegiem dziewczęta i wrzucał śnieg do szatni.
    - Na uwagi nauczyciela w ogóle nie reaguje.
    - Uczeń przeszkadzał pani w lekcji, m.in. leżał na podłodze, robił zamieszanie.
    - Syn lata z gołym brzuchem po błocie.
    - Naraża kolegów na śmierć rzucając kredką po klasie.
    - Przywiązał koleżankę do krzesła i żąda okupu.
    - Nie nosi kredek i to ciągle.
    - Zjada ściągi po klasówce.
    - Butelką z piciem bije Piotra W. w brzuch.
    - Przeszkadza w prowadzeniu j. rosyjskiego. Zabiera zeszyt koledze i przestawia na inną ławkę.
    - Wlał wodę do kontaktu w pracowni fizycznej na lekcji plastyki.
    - Demonstruje na fizyce zabawki.
    - Bije się z Pomiernym na biologii, przewraca ławki.
    - Rzuca kredą, rozmawia, nie interesuje się lekcją biologii.
    - Podarł firankę w sali 46.
    - Na j. angielskim je ciastka, nie reaguje na polecenia nauczyciela.
    - Zabrał z ubikacji przetykacz do WC i robił stemple na ścianie.



    Szef ma zawsze rację!

    14:19,piątek, kwiecień 20, 2007 ..   Komentowano 1  razy .. Link
    1. Szef nie śpi - szef odpoczywa.
    2. Szef nie je - szef regeneruje siły.
    3. Szef nie pije - szef degustuje.
    4. Szef nie flirtuje - szef szkoli personel.
    5. Kto przychodzi do szefa ze swoimi przekonaniami - wychodzi z przekonaniami szefa.
    6. Kto ma przekonania szefa - robi karierę.
    7. Szanuj szefa swego - możesz mieć gorszego.
    8. Szef nie wrzeszczy - szef dobitnie wyraża swoje poglądy.
    9. Szef nie drapie się w głowę - szef rozważa decyzje.
    10. Szef nie zapomina - szef nie zaśmieca pamięci zbędnymi informacjami.
    11. Szef nie myli się - szef podejmuje ryzyko.
    12. Szef nie krzywi się - szef uśmiecha się bez entuzjazmu.
    13. Szef nie jest tchórzem - szef postępuje roztropnie.
    14. Szef nie jest nieukiem - szef przedkłada twórczą praktykę nad bezpłodną teorie.
    15. Szef nie bierze łapówek - szef przyjmuje dowody wdzięczności.
    16. Szef nie lubi plotek - szef uważnie wysłuchuje opinii pracowników.
    17. Szef nie ględzi - szef dzieli się swoimi refleksjami.
    18. Szef nie kłamie - szef jest dyplomata.
    19. Szef nie powoduje wypadków drogowych - szef ma kierowcę.
    20. Szef nie jest uparty - szef jest konsekwentny.
    21. Szef nie znosi wazeliniarzy - szef premiuje pracowników lojalnych.
    22. Szef nie toleruje sitw - szef szanuje zgrane zespoły.
    23. Szef nie zdradza swojej żony - szef wyjeżdża w delegacje.
    24. Szef się nie spóźnia - szefa zatrzymują ważne sprawy.
    25. Jeśli chcesz żyć i pracować w spokoju - nie wyprzedzaj szefa w rozwoju.

     

     

     

     

     

     

     



    List do Mikołaja

    14:18,piątek, kwiecień 20, 2007 .. Posted in Listy ..   Komentowano 1  razy .. Link



    Kubuś Puchatek

    14:25,środa, kwiecień 18, 2007 .. Posted in Opowiadania o Kubusiu Puchatku ..   Komentowano 1  razy .. Link

    Wstawał pięknie chujowo mroźny, lutowy poranek. Cała puchatkowa ekipa słodko drzemała w misiowym domku. Kłapouch leżał na podłodze, a głowę miał wgniecioną w jedną z desek od parkietu. Prosiaczek zamknięty w mikrofalówce i jabłkiem w ryjku przypominał staropolską pieczeń. Zającopodobny przez sen marszczył kapucyna wyjękowując imię Kangurzycy. Maleństwo było rozjebane na wschodniej ścianie puchatkowego domu, a jego głowa znajdowała się w tulipanie po Heraclesie, a ten był trzymany przez misia. Znalazł się nawet goofer, którego przednie siekacze były wbite w wentylator na suficie, a goofer pod wpływem siły odśrodkowej kręcił się pod sklepieniem domu. Ale gdzie tiger? Nikt jednak się nim nie przejmował, cała ekipa nie była w stanie otworzyć oczu zaklejonych LSD. Po jakimś czasie Królik wstał, rozejrzał się na około i wycedził:
    - oł szit dis moderfaker. coście kufa narobili?! – zaczął płakać zającopodobny widząc strzępy Maleństwa rozpierdolone po całym domu. Prawdpodobnie to, czym miał związane nogi były jelitem małego kangurka.
    - i dlaczego mnie tak dupsko boli? czy ktoś mi to może kufa wytłumaczyć wy jebane motłochy?
    Wtem obudził się Puchatek i widząc jęczącego Królika przyjebał mu litościwie między uszy z tulipana którego miał w ręku. Głowa maleństwa wyleciała z kawałka butelki i uderzyła w przycisk "Power On" w mikrofali, po czym nieprzytomny prosiaczek zaczął się obracać.
    - o kufa! – krzyknął Królik – ratujcie skurwysyna bo wybuchnie jak tydzień temu fiut Paetza! szybko sięgnął po goofera, który właśnie przelatywał na jego głową i przyjebał nim w mikrofalę, która wraz z głową wpółślepego kreta rozjebała się.
    Prosiaczek wypadł z komory i się przebudził:
    - szo fy kufa obisie? – prosiaczek miał oczy całe w krwi i jabłko wciąż tkwiło mu w ryjku.
    - czekaj no qrwa menelu, pomoge ci! – królik nie zastanawiając się jebnął prosiaczka w plecy tym co mu zostało w rękach z goofera. Jabłko wyleciała z prędkością światła, zrobiło kilka rykoszetów, po czym rozjebało się na dupie Kłapcia.

    - o tak! czuję tą wilgoć! jeszcze, jeszcze! – zaczął stękać kłapouch. – oł szit! – wrzasnął puchatek – jebnij go czymś bo zaraz zacznie cię ruchać jak wczoraj!
    Królikowi nagle się przypomniało od czego go dupa boli, a że miał w rękach tylko dwie tylne kończyny goofera, skorzystał tym razem z usług prosiaczka i jebnął nim w Kłapcia. Obaj polegli w błogim śnie.
    Wtem z hukiem wyleciały drzwi wejściowe, podcinając Zająca i lądując między trzonowcami Kłapouchego. Tygrysek wbiegł z krzykiem, mając przymarzniętą rękę do własnego chuja:
    - Qrwa, już się nawet odlać nie można! co za jebany klimat! trza stąd spierdalać pókim można, bo qrwa ewolucja nas ominie! łi goł on de holidej! – zawieśniaczył tiger.
    - łot ju qrwa pierdolisz? a gdzie chcesz na te holidaje jechać? – zripostował Królik
    - jak to qrwa gdzie – tu de Irak! der is a hot klimat. trza by tylko ciutke metalu nabrać.
    - ty qrwa bamboclu jeden, a kasiore na wyjazd masz? ostatnie 380000 które zajebaliśmy Rydzykowi przejebaliśmy na heraclesa. ekczuali łi hef łan złoty. i to niecałe! – wyliczył skrzętnie puchatek, wyciągając kilka drobniaków z zażyganej kieszeni.
    - łoki, łi hef noł manej soł łi mast goł tu de armyi! – rzekł Tygrysek
    - coś ty kufa powiedział? – zapytał już nieźle wkurwiony Królik
    - żadnego wyjazdu nie będzie – wrzasnął wściekły Kłapouch, powalająć Tigera kopniakiem w prążkowany ryj.
    - chwila moment – krzyknął puchatek – może ten pomarańczowy skurwysyn ma rację – wczoraj jeszcze, jak działał TV, w wiadomościach podawali, że dżordż dablecośtamju busz daje ten million dolars za schwytanie jakiegoś Sodoma chujajna. Może by się wybrać, dorwać skurwiela end łi hef manej, end łen łi hef monej, łi hef de best trunki on de łorld! – zaczął wnioskować polsko-wieśniacko z akcentem czysto biznesowo-marketingowym puchatek
    - hi hi, może jakąś arabską dziwkę wyruchamy – powiedział uśmiechnięty i podjarany pomysłem różowy, parówkowaty twór leżący na podłodze sięgając już sobie w gacie
    - o kurwa, gdzie mój chuj, gdzie mój malutki! – zaczął wrzeszczeć prosiaczek wkładając rękę w gacie – wy skurwysyny, urwaliście mi go, to na pewno wina tego jebanego zębatego kreta!
    - nie pierdol parówo – krzyknął puchatek – wsadź rękę dalej, fiut ci wszedł do rowa w dupie, inaczej byśmy cię nie zmieścili w mikrofali – powiedział z lekkim uśmiechem puchatek.
    - uff, a już łątnąłem któremuś przyjebać! – słyszałem że na bakacje jedziemy?
    - każdy bierze po skrzynce herka bo trza coś pić, spluwy nam dadzą w woju i idziem! – rzekł przywódczo puchatek
    - eeeeee, ten tego, nie chciałbym, ale... – jąkał się Królik
    - no wykrzytuś to z siebie! – krzyknęła ekipa
    - yyyyyyyyy, a gdzie qrwa jest WKU!?
    - hihi, dobre pytanie – powiedział miś
    - no to chuj z wycieczki! – zakończył osioł
    - łej de mynyt! – krzyknął prosiak – w zeszłym łiku Pipa Krzyś był w WKU i go nie przyjęli, bo się okazał pedałem, idziem do niego!
    I cała gromadka wybrała się do Krzysia. Będąc już w iście bojowo-wojskowo-patriotycznych nastrojach, stratowali iście pedalski płotek pod domkiem krzysia i wszyscy na raz wbili się do domu wraz z futryną i poręczami od schodów, które zwisały na kłapciu. Zobaczyli Pipe siedzącego na werandzie i marszczącego pingwina. Zgorszeni tym widokiem podeszli do niego, i kłapouchy szybkim ruchem, przypierdalając Krzysiowi z obrzyna głowę grzecznie zapytał:
    - gadaj qrwa chuju jeden, bo oglądać będziesz eden, gdzie to w dupe ci zaglądali, ze do woja cię nie zabrali?! – zarymowało się osiołkowi
    Krzyś przestraszony spytał:
    - a dlaczego chłopcy pytacie, chcecie iść walczyć za kraj? – spytał zainteresowany Krzyś
    - nie jedziemy do Iraku... – krzyknął prosiaczek szybko pohamowany przez glan puchatka
    - nie, chcemy zrobić ogólny rozpierdol i potrzebujemy amunicji, więc?
    - ach, do Iraku, powiem wam, jeśli weźmiecie mnie ze sobą – odpowiedział Krzyś
    - bekon ju madafaka, teraz ta pipa pojedzie z nami i zjebie nam całe holidaje! – wkurwił się Królik
    - łan moment, aj hef ajdija – mruknął tygrysek
    I wyruszyli. WKU mieściło się w Alkowach Wielkich, niedaleko Piździgrodu, więc mieli w sumie 20 minet spaceru
    - ale kurwa ten świat wielki – skwitował niepocieszony sapcerem Królik
    - przymknij się futrzaty długouchu, wpierdol dawno nie dostałeś? – uciszył go spokojnie miś
    Minęli tablicę Alkowy Wielki i doszli do budynku na którym coś pisało, ale po ostatniej bibie żaden z towarzyszy nie miał jeszcze aktywnego ośrodka zdolności czytania (i tak żaden nie umiał) w i tak skromnych móżdżkach.
    - Dobra wchodzimy, tylko bez numerów, musimy się dostać do qrwa woja, bo inaczej chuj bombki strzelił holidejów nie będzie!
    Weszli do korytarza i ich oczom ukazał się wysoki pedał, z okrągłymi okularami, długą brodą i kolorowymi piegami na ryju
    - coś ty qrwa za jeden bambusie? – przywitał się szczero kłapouch
    - witam moi mili – odpowiedział brodacz – Ambroży Kleks, a wy jak mniemam, towarzysze ze 100milowego lasu?
    - Panowie! – krzyknął puchatek – to nie ta bajka! spierdalamy!
    Wybiegli czym prędzej z budynku, prosiaczek pożegnalnie puścił honorową salwę z UZI żegnając Pana Kleksa i pokierowali się w stronę następnego budynku. Na wielkiej czerwonej tablicy pisało: WKU
    Tygrysek niespodziewanie wyrwał Kłapciowi obrzyna i kopnął się do spożywczaka po drugiej stronie ulicy. Nie minęła chwila, a sprzedawczyni leżała rozmazana na ulicy, a kilku klientów zrównanych z chrupkami, konserwami i innymi artykułami spożywczymi. Tygrysek wyszedł zadowolony, trzymając w ręku... śmietanę.
    - po co ci to w dupe przeruchany prążkowany bambusie? mama cię nie kochała? – zakwiczał prosiak
    - przymknąć kurwa papy, jesteśmy na miejscu pipa wchodzi pierwszy! – zarządził tygrys
    - dobrze, robię to dla kraju, dla oświaty, jaką propaguje pan sowa, dla...
    - idż qrwa pedale jeden! bo jak qrwa wrócimy to tak zerżenimy Twoją starą... – skwitował puchatek
    - yyy... puchatku, jego starą już... – odpowiedział Królik
    - to qrwa nic! odkopiemy... – krzyknął wkurwiony miś.
    Gdy Krzyś wchodził do budynku, tygrysek szybkim ruchem wylał mu śmietanę w spodnie i kopniakiem posłał przez drzwi. Za drzwiami stał jakiś komandos, wielki jak ja pierdole i zapytał:
    - a to qrwa co? czego tu chcesz? – spytał groźnym tonem komando
    - do Iraku panie dowódco. Za kraj? – odpowiedział delikatnym tonem Krzyś
    - do Iraku? dobra, ściągaj spodnie, pokaż dupsko! – rozkazał zielony
    - ale... – Krzyś się zmieszał
    - ale już! – zielony się już wkurwił
    Krzyś zrobił co mu kazano. Komando widząc w dupie Krzysia coś białego, co wyglądało tylko na jedno, z obrzydzeniem powiedział:
    - ty qrwa pedale w dupe przeruchany! mam tu qrwa takich, co się Tobą zainteresują!
    i nagle zza stalowych drzwi wyskoczyło dwóch łowców pip!
    - mamy cię pedale! – powiedział trzeci z nich!
    - już nam nie uciekniesz! – skwitował piąty
    - bierzemy go! dziękujemy panie generale Jądramachore! – powiedział ósmy z nich, po czym w siedmiu wyszli z budynku zabierając pipę ze sobą
    - ja nie chcę! ja chcę do mamy... beee.... – płakał krzyś
    Po czułym pożegnaniu ekipa weszła do budynku i po krótkiej rozmowie z generałem Jądramachore dostali przydział. Okazało się, że Babayagi to jego bliska kuzynka, z którą z resztą ma wspólną matkę i trójkę dzieci, a tak wogóle to Babayagi wcześniej była jego ojcem, tylko że ją wykastrowali i po wstąpieniu do klasztoru, gdzie od mnichów opanowała sztukę tworzenia napoju boguff, zamieszkała w 100milowym lesie.
    Miś dostał przydział komandosa, kłapouch sanitariusza, Królik snajpera, prosiak szpiega a tygrys został koordynatorem do spraw bojowo-rozbójniczych i gdy dojadą na miejsce zostanie lufowym w czołgu samego Jądramachore.
    Lot był długi i nużący i gdyby nie to, że wzięli herki, byłoby ciężko z ich chorobą lotniczą. Nigdy wcześniej nie latali, więc przedział bagażowy w którym lecieli pływał we wczorajszej kolacji zmieszanej z dzisiejszym śniadaniem, czyli ogólnie w czystym herkulesie, a w wydaniu Kłapoucha jeszcze z dodatkiem borygo i WD-40.
    Prosiaczek postanowił się przejść po samolocie, ale na wszelki wypadek wziął ze sobą kochanego bUZIaczka. Zaraz gdy tylko wyszedł rozległy się strzały, samolot znacznie się przechylił, a wystraszeni towarzysze zobaczyli prosiaka trzymającego się prawego skrzydła. Przestraszony Królik otworzył okno, chcąc zapytać prosiaka co się stało, ale dekompresja wyssała ich na zewnątrz i tak po chwili wszyscy już spadali.
    - Prosiak, bekonie jebany w dupe przeruchany bamboclu, coś ty kurwa znowu napsocił? – spytał czule puchatek
    - jakieś cymbały z walkmanami siedziały z przodu i coś grzebali przy sterach to zajebałem skurwieli, bo kto wie co za jedni – bronił się prosiaczek
    - kufa, pszes tego kretyna zginiemy! – zaczął lamentować Królik
    - spox – krzyknął tygrys – widzicie tego araba na ziemi? Lądujemy na nim!
    Po chwili cała brygada zjebała się na araba powodując ogólny rozpierdol w jego wnętrznościach.
    - heh, ale odlot, jeszcze raz, jeszcze raz! – zaczął krzyczeć prosiak
    wtem Prosiaka zrównało z ziemią wiadro amunicji posłane przez królika
    - ty qrwa różowy świniaku! mogliśmy zginąć przez ciebie, gdyby nie ten pełen poświęcenia machmut! – powiedział prawie z płaczem zającopodobny, spoglądając na araba
    - e... ehh.. o... u... ah...... – skwitował arab, po czym odszedł w zaświaty wąchać kwiatki z allahem, krótko mówiąc jebnął w kalendarz.
    - panowie, jakaś kreatura nadchodzi, kryć się! – krzyknął miś.
    gromadka skoczyła w najbliższe krzaki i zaczęli przyglądać się gościowi który podszedł do spłaszczonego araba.
    - ej panowie, gdzieś tą mordę widziałem. – rzekł puchatek – to... to... ten chujajn czy jak mu tam.
    - e to za niego jest te ten million czegoś tam? bierzemy skurwiela! – porywczy tygrysek już był przy arabie i przystawił mu spluwę do łba:
    - nie ruszaj się turbanogłowy bo cię na wykaqrwałaczki przerobię – rzekł groźnie tiger
    Arab nie bojąc się wyciągnął kałacha i sprawnym obrotem przystawił go do głowy tygryska. tygrysek się wystraszył i posrał się ze strachu. Arab spoglądając po nogi zemdlał ze smrodu, który przypominał coś na wzór rozkładającego się wielbłąda podczas pory deszczowej w lasach równikowych Kambożdzy na wschodnim wybrzeżu. Cała gromadka dobiegła do araba i zaczęła go okładać czym się dało.
    - ej panowie, za niego jest nagroda, nie możemy go zabić! – powiedział mądrze tygrysek
    - fak of tajger, jebany machmut, rozpierdole mu ten turban – prosiaczek nie był rasistą, ale coś go w duszy tknęło – pierdolony qrwa arab! – prosiaczek kopał coraz mocniej, aż nagle jego ryjek zrównał się z kolbą obrzyna kłapcia
    - ty debilu, uspokój się – rzekł osioł
    - ty skurwysynu, zabraniał mi będziesz!? – prosiaczek wyciągnął bUZIaczka, ale w tym momencie puchatek użył swojego rozjemczego talentu i każdemu przypierolił po ryju z niezawodnego bejzbola.
    - nu, spokój ma być! – puchatek w takich chwilach czuł się jak potrzebny ojciec
    Nagle zza horyzontu wyskoczył helikopter i wylądował przy gromadce ze 100milowego lasu. Wysiadł z niego jakiś pedał, lekko siwy, w iście pedalskim garniturze i podszedł do ekipy.
    - te, to nie ten któremu monika lewaręski ciągnęła? – spytał głośno prosiak
    - te, rzeczywiście, jakaś ta morda podobna – odpowiedział spostrzegawczy Królik
    - siat da fak ap! to jest qrwa pierdolony dżordż dablecośtamju busz. prezerwatydent junajtet of stejts the american. – stwierdził politycznie puchatek
    - oł fak, kill him, kill... będzie konflikt międzynarodowy, będziemy w telewizji – krzyczał podjarany kłapciu
    - Hello! – przywitał się koleś w gajerze – Aj bekom in pis..
    - Bekon, on coś o tobie mówi – szepnął tygrysek
    - ... aj em Dżordż Dablju Busz...
    - hihi, i jest z lasu, uśmiechnął się kłapciu
    - ...juł ar a hiro, dis men is a de best terorist on de łorld. Kongretulejszyn!
    W tym momencie niespodziewanie nadleciał Pan sowa i się wtrącił:
    - łej de mynyt, ja go złapałem, nagroda należy się mi! – krzyczał sowa
    - o sowa! – krzyknął prosiak
    Dżordż słysząc to krzyknął:
    - Osowa? Łi ar luking for Osowa bin laden! Soldżiers, tejk him! dis is osowa bin laden, aj łil bi hiro on de łorld! end juł, łot juł łont for chujajn? – dżrodż zwrócił się do 100milowej ekipy
    - eee.... – puchatek się zająkał – chłopaki, ktoś wie, co on pierdoli?
    Króli będąc światowcem poliglotą i znając wiele języków świata, w tym kilka plemiennych dialektów pedofilsko-dupnych po praktykach u sowy w przedszkolu odpowiedział:
    - Das is grit mit dysys men lajk juł, iś bin zaszczycony. łi łont sołm tu drink, sołm łajn...
    - o jakim łajnie on pierdoli? – spytał kłapouchy, tracąc cierpliwość
    - przymknij się osioł, zając wie co mówi! – odpowiedział miś
    - soł... – królik rozglądnął się po okolicy i zauważając dwa wielkie zbiorniki jakby po benzynie i wysokości ok 30 metrów każdy spytał:
    - łot is za zbiorniki? – królik wskazał w kierunku zbiorników
    - oł, der chujajn hef himself faktory of łajn, de best łajn in de Irak, dej ar ful, juł łont dis? juł hef! – Dżordż zarządził, po czym wsiadł do helikoptera Apacze 64 (nazwa od ilości indian-niewolników napędzających maszynę, wersja exkluzif) i odleciał w pizdu.
    - ołkej panowie, myszyn ekompliszt... rzekł dumny królik
    - ty qrwa futrzaty marchewkojadzie mów coś załatwił – powiedział niecierpliwy miś – i o co chodzi z tymi zbiornikami?
    - chodzi o... i gdy tylko królik im wyjaśnił, nie czekali chwilę dłużej. upajali się w słońcu najlepszym irackim trunkiem, w którym kaper Kłapouch wyczuł nawet odrobinkę Plutonu izotopu 232 v.HardVersion.
    - aaale kopie, he he – kwiknął prosiaczek i usnął, a wraz z nim cała ekipa.
    Krzyś dobrze się bawił z Don Wasylem, a pan (o)Sowa tłumaczył się, po co mu kamera w przedszkolu. Wszystko skończyło się szczęśliwie.

     

     

     

    Był piękny majowy poranek... Prosiaczek, Kubuś Puchatek, Tygrysek i Królik siedzieli w domku u Kłapouchego.
    - Leje jak skurwysyn - jęknął Królik.
    - Ta... Nawet miodka pitnego nie mam się ochoty napić - wysapał Kubuś.
    - Jak chcecie to mam wino HERACLES - Classic Płońsk Aperitif - zaproponował Kłapouchy.
    - Jak kosztowało więcej jak 3 zł to nie pijemy - odrzekł Prosiaczek.
    - Kosztowało 3.40 zł. Chceta? Jak nie to som se golne - rzekł rozjuszony Kłapouchy.
    - Dobra, dawaj - rzekł Królik leniwie otwierając butelkę.
    - Cos się gówno nie chce otworzyć - sapnął.
    - Nożem go - zaczął kibicować Prosiaczek.
    - Szabli kurwa, szabli! - Tygrysek poczerwieniał niczym alkoholik na ciężkim głodzie.
    - Na! - wrzasnął Puchatek wykonując cięcie podłużne nożem w kierunku butelki.
    - LLLLLAAAAAAA!!! - rozległ się krzyk Królika. Okazało się, ze Kubuś w swoim heroicznym ataku na butelkę obciął Królikowi obie dłonie. Butelka z hukiem
    rozbiła się o ziemie...
    - Ja pierdole... Kurwa, Królik! Cos ty zrobił??? - rzekł mocno rozczarowany Tygrysek.
    - LAAA, LAAA! - darł się Królik.
    - Zlizujcie z podłogi - rzucił się na kolana Prosiaczek.
    - LAAA, LAAA! - darł się coraz ciszej Królik.
    - Niech ktoś go zamknie bo mi sąsiedzi będą się burzyć, ze strasznie hałasuje - zamruczał Kłapouchy.
    - Laa... aa... bum - Królik z powodu dużej ilości straconej krwi zemdlał.
    - I co teraz losie? Mam zapaskudzony cały dywan. Perski! Tkany pod Wilkowniczkami Górnymi! Patrzta! Tu wino, a tu krew. Jak ja to wszystko umyje??? - jęczał
    Kłapouchy.
    - A co zrobimy z Kłapobrzuchym (hic!)? Zapytał nieco podchmielony Prosiaczek.
    - Wyjebać go za drzwi, bo zapaskudzi cale mieszkanie! Tygrysek nie mógł ścierpieć straconego wina.
    - Nie no panowie, biedak się wykrwawia... Niech ktoś zadzwoni po Pana Sowę. On będzie wiedział co zrobić! - Puchatek nie tracił zimnej krwi.
    - Halooo? Pan Sowa? Mamy problem. Królikowi odpadły dłonie i strasznie krwawi. A teraz nagle zasnął. Niech pan przyjedzie bo zapaskudzi mi cale mieszkanie...
    Kłapouchy lekko załamany przekonywał właśnie Pana Sowę.
    - I co? - zapytał Tygrysek.
    - Juz leci - odparł Kłapouchy. Po chwili Pan Sowa stal juz w drzwiach jego domku.
    - Wy debile... - Pan Sowa jak zwykle nie mógł stracić okazji ukazania swojej wyższości
    intelektualnej.
    - Który głąb obciął Królikowi dłonie???
    - Ja nic nie wiem! Nic nie wiem i nic nie powiem! - krzyczał podniecony Tygrysek.
    - Bo one tak same... To znaczy on stal, otwierał żur i nagle dłonie mu odpadły. Palił niemca Puchatek.
    - Taa, jasne. A tym zakrwawionym nożem to się pewnie podpierał??? Pan Sowa jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, odkrył w sobie żyłkę detektywa.
    - Prosiaczek! Gadaj co tu się stało! - wrzasnął Pan Sowa do Prosiaczka.
    - Nic mu nie mów! To na pewno agent Mossadu! Zobacz jaki ma nos! To na pewno jakaś  żydo - masoneria! Gazem go! - Puchatek słynący ze swoich
    antysemickich poglądów nagle poczerwieniał.
    - Noo wiec my... to znaczy strasznie padał deszcz... i Kłapouchy dal nam żur... i Puchatek chciał mu pomóc... i Królikowi odpadły dłonie - wystękał Prosiaczek.
    - Obcinając mu dłonie??? - Pan Sowa nie kryl bezsensu tej opowieści.
    - Nie wierze w ani jedno słowo! Według mnie cala ta sprawa wyglądała tak: Królik i Puchatek byli na kacu i potrzebowali klina, a ze Puchatek miał tylko miód
    postanowili się udać na poszukiwanie czegoś mocniejszego. Po drodze spotkali Prosiaczka. Gdy byli u Królika okazało się, ze tamten wszystko wypił wiec udali się
    do Tygryska. Tygrysek miał tylko LSD i haszysz ale nic do picia. Wiec po zażyciu po jednym kwasiku udali się do Kłapouchego. Kłapouchy miał wino. Gdy wiec
    Królik wziął się do opróżniania butelki, Puchatek podstępnie zadał mu parę ciosów nożem w plecy. Jednakże nie trafił i obciął mu dłonie. Czyż nie było tak?
    - NIE! - odpowiedzieli chórem wszyscy (oprócz Królika).
    - Przyszedłeś tu leczyć czy pierdolić głupoty? Zamknij dzioba bo jak ci przypierdole to ci pióra dupa wyjdą! - krzyczał Prosiaczek, który właśnie zauważył, że
    Królik strasznie posiniał.
    - No dobra... juz go leczę... Ale pamiętajcie... "The truth is out there"...
    - Te! Molder! SIAT-DA-FAK-AP! - wrzasnął Tygrysek. Po chwili Królik był cały i zdrowy i leżał spokojnie na łóżku.
    - Królik jest cały, ale bardzo wyczerpany. Musi dużo odpoczywać. A, i przydałaby mu się transfuzja
    - Pan Sowa zbierał się do wyjścia.
    - Fuzja? My nie jesteśmy pedałami! - odrzekł stanowczo Tygrysek.
    - Transfuzja!... A zresztą nie ważne. Ja spadam. Na razie debile! - Pan Sowa zamknął z hukiem za sobą drzwi.
    - Ty skurwielu! - rzucił się na Królika Tygrysek.
    - Wylałeś całe jebane wino. Nawet się nie podzieliłeś. Wybrykne ci dupę do mózgu! - Tygrysek skakał po Króliku.
    - Przestań... przestań... A zresztą... Pobrudziłeś mi cały jebany dywan... Te Tygrysek, to skakanie jest całkiem fajne - rzekł Kłapouchy przyłączając się do
    Tygryska. Nagle ziemia zadrżała i do pokoju wkręcił się Gofer robiąc spora dziurę w podłodze.
    - So jeft, kurwa ?
    - Nic nie jest. Spierdalaj! - Puchatek wymierzył mu soczystego kopa prosto w wystającą z ziemi głowę. W miedzy czasie kuracja wstrząsowa Tygryska i  Kłapouchego odniosła zamierzony skutek. Królik się obudził...
    - Może byście kurwa ze mnie zeszli, co - Królik sprawiał wrażenie lekko zdenerwowanego. - Ops, trzeba wiać... - rzekł Puchatek udając się po cichu w stronę drzwi.
    - A, to ty, chodź tu, chodź no tu... - Królik szybko zauważył sprawce wypadku. Puchatek biegiem rzucił się w stronę drzwi. Niestety Pan Sowa zatrzasnął je tak
    mocno, ze Kubuś nie miał siły ich otworzyć. Odwrócił się na piecie i krzyknął:
    - Tygrysek, Kłapouchy, Prosiaczek Trzymać skurwiela! - cala gromadka rzuciła się na przerażonego Królika. Po chwili Królik siedział związany w kacie.
    - Panowie! Ten złoczyńca musi odpokutować za zniszczenie tak cudownego napoju jakim jest HERACLES Classic Płońsk Aperitif. Mam pewien plan. Tygrysku
    masz przy sobie kartoniki z LSD? - rozpoczął dyskusje Puchatek.
    - Mam... Jeszcze trzy - odparł Tygrysek.
    - Dawaj. Zafundujemy Królikowi darmowa przejażdżkę - powiedział z szyderczym
    uśmiechem Puchatek.
    - Pojebało cię??? Nie dość, ze rozjebał wino, to jeszcze mam mu fundować darmowego tripa??? - Tygrysek nie mógł uwierzyć w słowa Puchatka.
    - Nie o to chodzi... Mam pewien plan. Dasz mu wszystkie trzy a Kłapouchy wprowadzi go w złego tripa!
    - Hehehe! Zajebiście... Powiemy mu, ze za chwile jest koniec świata, albo ze zaraz będzie w jego domu impreza disco polo albo techno - rzekł zadowolony Tygrysek.
    - Hihihi ! Albo ze zamiast fiuta ma marchewkę... - zaśmiał się Prosiaczek.
    - Tez mi dowcip? I co to da? - zapytał Kłapouchy.
    - Nie kapujesz? Króliki uwielbiają marchewkę... Po paru godzinach nie wytrzyma i będzie ja chciał zjeść. I albo złamie sobie kręgosłup albo odgryzie sobie fujarę...
    Hihihi! - Prosiaczek śmiał się coraz głośniej.
    - Hehehe, dobre, ale mam coś lepszejszego - rzekł Kłapouchy.
    - Dobra, dawać go - rzekł Puchatek i wcisnął przerażonemu Królikowi trzy porcje LSD do mordy. Po chwili Królik zaczął niezrozumiale bełkotać co wskazywało
    na stan przed podróżą.
    - Dobra Kłapouchy, możesz zaczynać - rzekł Tygrysek.
    - Drogi Króliku... mam złą wiadomość - rzekł Kłapouchy najposępniej jak tylko potrafił.
    - Cierpisz na dziwna chorobę... Objawia się ona tym, ze odpadają ci wszystkie kończyny...
    - Bylyfyzytsyf??? - wybełkotał zdziwiony Królik.
    - Noo... a potem masz wielka ochotę ciągnąć wszystkim druta... hehe - dołożył Puchatek.
    - A jedyna kuracja jest nasranie ci na łeb - warknął przez żeby wciąż wściekły Tygrysek.    - Ale najpierw masz wielka ochotę biegać w kółko i wydawać dźwięk "PI PI PI PI" - zakończył Prosiaczek. Juz po chwili ku uciesze wszystkich Królik biegał
    wokół stołu i darł mordę. Po paru minutach nagle przestał i upadł bezwładnie na ziemie...
    - Te Królik, co ci jest ? - zapytał Kłapouchy.
    - Moje nogi... Popatrzcie na moje nogi... zgubiłem... odpadły... nie ma... laaaaa!!!!! - darł się przerażony Królik.
    - Noo... poważna sprawa... - zachichotał Prosiaczek.
    - Kłapouchy zrób mu zdjęcie ! - krzyknął Puchatek
    - A teraz ręce... ratujcie moje ręce... lojezu AAAAA ! - Królik popadał w coraz głębszą paranoje...
    - tymczasem Kłapouchy pstrykał kolejne zdjęcie.
    - Wyślę je do całej jego zasranej rodziny, hehe - cieszył się.
    - Zasranej...? TAK! Niech ktoś mi nasra na głowę... Błagam, osrajcie mnie! Proszę - Królik był bliski płaczu. Nie dokończył jednak gdyż wielkie gówno
    wylądowało mu na twarzy... Po chwili drugie... i trzecie... Gdy wszyscy juz się wypróżnili Królik zaczął dochodzić powoli do siebie...
    - Och... juz mi lepiej... popatrzcie nogi mi odrosły...
    - Uwaga! - przerwał mu Tygrysek.
    - Inwazja żółtych kuleczek! Chować się!
    - Królik wstał, rozejrzał się i z krzykiem wybiegł z domku.
    - Nic mu nie będzie? - zaniepokoił się Prosiaczek.
    - Nie tam... Jego trip będzie trwał około 48 godzin... Niebezpieczeństwo jest małe, bo samochodów u nas nie ma... co najwyżej może spierdolić się z drzewa jak
    będzie myślał, ze umie latać. Albo dostanie od kogoś w mordę... - stwierdził doświadczony Tygrysek.
    - No to posprzątajmy tu trochę... - rzekł Kłapouchy. Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Krzyś. Był ubrany w biała koszule, na niej miał czarna skórzana
    marynarkę i spodnie "piramidy". Wszedł do sali podśpiewując: "Kolorowe sny kiedy ja - dotykam siebie".
    - A ten gej czego tu chciał? - zapytał Puchatek.
    - Czołem załoga! - wykrzyknął Krzyś.
    - Wal się na ryj - zamruczał Tygrysek po czym wszyscy oprócz Krzysia wybuchneli śmiechem.
    - Co się stało z Królikiem? Spotkałem go po drodze. Biegł jakby go cos goniło i darł się jak opętany
    - zapytał Krzyś.
    - Królik się trochę źle poczuł. Ale za dwa dni mu przejdzie - odparł Kłapouchy.
    - A czemu tu tak brudno...? I dlaczego tu tak dziwnie pachnie tym... no... HEJ! to przecież jest ALKOHOL ! - krzyknął Krzyś.
    - Braaawooo... - jęknął Tygrysek.
    - Jak mogliście... Mama mi mówiła, ze alkohol zabija... od niego się umiera... nie wolno go pic... zawiodłem się na was... Idę do domu... i powiem mamie! - rzekł
    Krzyś i trzasnął drzwiami.
    - Idź i ja tu przyprowadź... nasram na jej grób - rzekł na odchodnym Tygrysek.
    - Taa. Zarzniemy ja koncertowo... - dorzucił swoje Kłapouchy.
    - Wiecie co... nie chce mi się tu siedzieć... chodźmy przejść się po lesie... - zaproponował Prosiaczek. I cala czwórka wybiegła na dwór w poszukiwaniu kolejnej
    przygody...

     

     

     

    Była piękna majowa noc. Bezchmurne niebo wspaniale ukazywało miliony gwiazd i niesamowitą tarczę pełnego księżyca.
    - Ciągle leje... Czy ten jebany deszcz nigdy nie przestanie padać? Jeszcze trochę, a wyrosną mi płetwy! - Tygrysek nie krył poirytowania.
    - Ma to swoje plusy... Na przykład Gófer, jeśli jeszcze żyje, popierdala teraz z wiadrami i wylewa wodę ze swoich tuneli. - stwierdził z uśmiechem na ustach Puchatek. Wtem cała czwórka wpadła do wielkiej rwącej rzeki...
    - Ppppanowie, tu tego nie było... - stwierdził niepewnie Prosiaczek.
    - Rollyn..., rollyn..., rollyn on the river... - podśpiewywał głucho Kłapołuchy.
    - Sprawa jest poważna... Myślę, że dość już tej kąpieli. Wychodzimy - stwierdził tygrysek, po czym nasi bohaterowie wstali i wyszli z wody.
    - To był chyba najbardziej psychodeliczny kwas dzisiejszej nocy... - powiedział Puchatek.
    - A tak fajnie mi się śpiewało... - wystękał Kłapołuchy.
    - Myślę, że dobrym pomysłem byłoby rozpalenie ogniska i osuszenie się - stwierdził Prosiaczek.
    - No a nie łatwiej byłoby iść do domu i tam się wysuszyć? - zapytał lekko zdziwiony Tygrysek.
    - No byłoby, ale tak jest bardziej romantycznie. Niech Kłapouch i Tygrysek skoczą po jakieś drewno a ja z Prosiaczkiem rozpalimy ognisko - rzekł Puchatek. Już po chwili Puchatek, Prosiaczek i Tygrysek grzali się przy ognisku. Po pewnym czasie dołączył do nich Kłapołuchy.
    - Panowie znalazłem wino i trochę mięsa. Upieczemy? - zapytał Kłapołuchy.
    - No co ty głupi? Wino chcesz piec? - Puchatek nie krył zdziwienia.
    - Nie wino tylko mięsko. Będą dobre szaszłyki. - odparł Kłapołuchy. Po czym cała czwórka obaliła wino i zabrała się do jedzenia szaszłyków.
    - A ciekawe co się dzieje z Góferem. Czy nadal wylewa wodę ze swoich kanałów ? Jak myślicie? - zapytał Puchatek.
    - Ja tak właściwie to go nigdy nie lubiłem... - stwierdził Tygrysek.
    - To nie jedz - Odparł leniwie Kłapołuchy.
    - Oooo kkkkurwwwa! - wystękał przerażony Prosiaczek.
    - Coś czułem, że to mięso jest jakieś lewe. Strasznie śmierdziało stęchlizną... - Stwierdził odgryzając kość przedramienia Puchatek.
    - Mam nadzieję, że chociaż ketchup był prawdziwy... - jęknął polewając udko czerwonym płynem Tygrysek.
    - A skąd niby o tej porze w lesie wziąłbym pomidory, konserwanty, barwnik naturalny E-20, kwasek cytrynowy i wreszcie butelkę? - zapytał Kłapołuchy.
    - Uff. Ale dobrze, że dodałeś cebulki bo byłby nie do zjedzenia... - wycedził przez zęby Puchatek.
    - A tak w ogóle to skąd ty się Kłapołuchy tu wziąłeś? Przecież nie mieszkasz z nami w lesie od początku? - zapytał Tygrysek.
    - Dobrze, że o to pytasz. No więc przyjechałem do was ze Stanów Zjednoczonych. Uciekłem tam z zamkniętego zakładu dla morderców-psychopatów. Tak naprawdę nazywam się Hannibal Lektor. Na mnie był właśnie wzorowany bohater "Milczenia Owiec".
    - To świetnie. Wiedziałem, że tylko pozornie jesteś taki spokojny. Wiedziałem, że twoja dusza jest rozrywana setką krzyczących jaźni... - rzekł z dumą w głosie Puchatek.
    - Ale skąd oni wzięli ten tytuł? - zapytał Tygrysek.
    - Bo "Star Wars" był już zajęty - odparł smutnie Kłapouch.
    - Dobra. Nażarci, napojeni, wyschnięci. A teraz do domów spać! - Wrzasnął Tygrysek. Po chwili wszyscy rozeszli się do domów. Ranek okazał być się jak zwykle piękny i słoneczny.
    - Jak zwykle kurwa pada. Ja to pierdolę, dziś nigdzie nie wychodzę...! No może oprócz stawienia się na komisję wojskową!?... - Zdziwił się Tygrysek otwierając poranną pocztę. Wśród sterty dwóch listów znajdowało się wezwanie na komisję wojskową.
    - To jakiś przekręt... W tej bajce nie ma wojska! Był Wojski ale to nie to... A zresztą cholera ich tam wie... Dziś za godzinę... Dobra coś się wymyśli... - Rzekł smętnie Tygrysek włączając telewizor. Właśnie "leciał" serial "Wujek dobra rada" ze S. Mikulskim w roli głównej.
    - ..."Wujek dobra rada" ...co...? Znajdź jakąś radę dla mnie wuju... - wycedził przez zęby Tygrysek.
    - To proste. Zrób sobie krzywdę, złam nogę lub coś innego. Nie będziesz mógł brykać przez pewien czas ale armia uzna cię za nieprzydatnego do służby - odezwał się z ekranu "Wujek dobra rada".
    - Jasne!!! Połamię sobie ręce i nogi... Nie będę mógł co prawda brykać przez pewien czas ale... Co tam... ważne, że mnie armia nie wcieli... - to mówiąc Tygrysek rozpędził się i przypierdolił w pobliskie drzewo. Pogotowie stwierdziło liczne złamania oraz potłuczenia, wstrząs mózgu, ginekomastię, chorobę wrzodową odbytnicy, stulejkę, raka macicy, wrzody żołądka, arytmię serca, chorobę wieńcową, kiłę, rzeżączkę, syfa i wilka. Pacjent został zapakowany na wózek i odwieziony na komisję wojskową. Tam czekali już Puchatek, Prosiaczek, Kłapołuchy, Krzyś i zapakowany w kaftan bezpieczeństwa, przeżywający jeszcze resztki złego trip'a Królik. Pierwszy wezwany został Krzyś. Po chwili jednak wyszedł z hukiem zamykając za sobą drzwi.
    - Motyla noga! A tak chciałem być żołnierzem! - rzekł zawiedziony Krzyś.
    - Ooo kurwa, jakie on ma fajne przekleństwa... - jęknął głucho Kłapołuchy.
    - Co, nie wzięli? - zapytał z niedowierzaniem Prosiaczek.
    - Niee tam... Najpierw zaglądali mi do dupy, potem coś mówili o jakiś częściach rowerowych...
    - O pedałach? - zapytał Puchatek.
    - Tak, tak! I za raz mnie wykopali bo podobno takich jak ja to nie biorą! Niech to kurzy dziób! - dodał zawiedziony Krzyś.
    - Powiedz tak jeszcze raz a jak ci przypierdolę... - wycedził przez zęby Prosiaczek.
    - Och... Jak ty mówisz... Nie wolno tak brzydko mówić... Powiem maaamieee... łeeeeee! - i Krzyś z płaczem pobiegł do domu.
    - Taaa. Przyprowadź ją tutaj. Nakręcimy pornola ze świniami i twoją starą! - krzyknął Tygrysek.
    - Smarkam na ciebie synu szklarza! Twoja matka była chomikiem a ojciec śmierdział skisłymi jagodami! - dodał Prosiaczek.
    - Jak coś takiego jeszcze chodzi po ziemi... Ciekawe dlaczego te łowiące pipy go jeszcze nie dopadły... Jak bym był nieco młodszy to dopiero bym mu dał motylą nogę... - stęknął głucho Kłapołuchy. W tym właśnie momencie wkroczyli do sali Łowcy Pip.
    - Oddział stać! - wrzasnął piąty z nich.
    - A wam co? Macie mózgi w kolorze kamuflażu? - Tygrysek patrzył na łowców jak na bandę idiotów.
    - Rekrutancie Tygrysku! Służba ojczyźnie to nasz wspólny zbiorowy obowiązek! - rzekł trzeci z nich.
    - Frajerscy Łowcy! Służba ojczyźnie w czerwonych beretach jest niczym innym jak całowanie lwa w dupę. Przyjemność żadna a niebezpieczeństwo utraty życia ogromne! - dodał Kłapołuchy.
    - Mylicie się rekrutancie Kłapołuchy! Jesteśmy dumni, że możemy bronić ojczyzny od wszelkich wrogów i pip. - przerwał mu ósmy z nich.
    - Zetną wam włosy... Hehe! - uśmiechnął się Puchatek.
    - Łowcy! Spierdalamy! - wrzasnął trzeci z nich po czym obydwaj w pośpiechu wybiegli z sali.
    - Do dupy z nimi robota. - stwierdził Prosiaczek. Po paru godzinach nasi bohaterowie byli w domach i żaden z nich nie został zaakceptowany przez komisję wojskową. Najbardziej zły z nich był Tygrysek, który musiał spędzić na wózku następne dwa miesiące, a do wojska go nie wzięli ze względu na płaskostopie.

     

    Nastała jesień. Żółte liście zaczęły opadać z drzew. Płody rolne zostały już zebrane. Matka Natura szykowała się do zimowego snu. Najgorsze w tym wszystkim było to, że powoli wyczerpywały się surowce niezbędne do produkcji tak przez wszystkich uwielbianego Heraclesa.

    Ekipa ze Stumilowego Lasu przebywała u Puchatka. Za oknem deszczyk sobie kapał. Niebo było zachmurzone. Panował nastrój lekkiego przygnębienia i apatii.

    - Kurwa mać - zaczął ambitnie Tygrys - ale chujowa pogoda. Trza by se humor poprawić. Kubuś, wyjmij no jakie winko.

    Puchatkowi spodobał się pomysł towarzysza, ale w chatce miał tylko jedną buteleczkę. Na dodatek była ona w połowie pusta, a w połowie pełna. Najgorsze okazało się jednak to, że na ostatniej imprezie zbełtał się do niej Prosiaczek. Jego żygowiny skutecznie zniechęciły innych do skosztowania trunku, ale nie samego Bekona.

    - Mnie tam wszystko jedno. W końcu to mój bełt tak wesoło sobie pływa - stwierdził.

    Nie było innej rady. Mimo gównianej pogody trzeba było się udać do Baby Jagi, zwanej w skrócie Chujem, w celu zakupu życiodajnych płynów. Ekipa tak też uczyniła. Po kilkunastu minutach stanęli, jak jeden mąż przed chatką wspomnianej postaci.

    - Veni, vidi, wino - zawieśniaczył wprawiony drinkiem Prosiaczek.

    - Wino lej, wino lej BaboJago wino lej, niech tak się stanie - podśpiewywał pod noskiem Kubuś.

    - Ni ma wina - odparła wychodząca koślawym krokiem bohaterka o twarzy przypominającej worek śrubek.

    Puchatkowa ekipa parsknęła śmiechem.

    - Jak, to nie ma - brechtał się Tygrys.

    - To se ne da - wtórował Królik.

    - Nie rób jaj, bo ci zdmuchnę z shotguna to coś na twojej szyi, co najchętniej bym kopał every day - groził, jak zwykle kurewsko poważny Kłapouch.

    - Naprawdę nie ma - stwierdziła zlękniona o swe życie Baba Jaga.

    - Co kurwa jebana jego mać - bardzo spokojnie wydarł się Kubuś.

    - To kurwa jebana jego mać, że nie ma. Jesień jest i komponenty się skończyły. Przez ostatnie miesiące mieliście takie pragnienie, że zużyłam wszystkie porzeczki, jabłka, wiśnie, truskawki, ogórki, kalafiory, kapustę, ananasy i brzoskwinie w promieniu 50 kilometrów.

    - To teraz do niczego ona nie jest nam potrzebna i można ją spokojnie zajebać - stwierdził Bekon.

    - Nie bądźcie tacy pochopni - uspakajała pasztetowata sprzedawczyni własnych wyrobów - Mam dla was coś równie smacznego.

    W tym momencie Baba Jaga wyniosła ekipie skrzynkę z szesnastoma butelkami fioletowego płynu, na których etykiecie widniała uśmiechnięta czaszka.

    - Nie no kurwa. Denaturat. Tak nisko to my się jeszcze nie stoczyliśmy - obwieścił Królik próbując opanować drżące ręce.

    - Ełureka !!! - krzyknął uradowany Kłapouch - Aj gada ajdija.

    Osiołek porwał skrzynkę i skierował się do chatki sympatycznego misia.

    - Dajta mi chłopy godzinkę, a zrobię z tego napój, jak się patrzy. Wszyscy będziecie zachwyceni. Od tego momentu będziecie mogli mnie nazywać: Kłapouchy Wielki Mistrz Chemii i Destylacji ze Stumilowego Lasu - nie krył skromności osiołek.

    Po godzinie napieprzania młotkiem, kręcenia śrubokrętem i jeszcze wielu czynnościach, których nazw nie potrafię przytoczyć, pokazał im swoje wiekopomne dzieło. Był to filtr z maski przeciwgazowej. Z jednej strony wsadzony był lejek, a z drugiej rurka.

    - Wlewamy tutaj płyn i po kilku sekundach otrzymujemy czyściutki, smaczniutki i przezroczysty spirol. Nie grozi nam zatrucie. Cała chemia zostaje wewnątrz. My, otrzymujemy tylko naturalne składniki - z dumą objaśniał.

    Tak też było. Wlewali z jednej, a drugiej płynął uwielbiany przez wszystkich płyn. Pierwszego dnia opróżnili z radości całą skrzynkę przyniesioną ze sklepu. Następnego dnia powtórzyli ten proceder. Byli tak wdzięczni Kłapciowi, że zaczęli go nazywać Wielkim Chujnikiem czy jakoś tak jak chciał.

    Dobra passa skończyła się trzeciego dnia. Filtr z powodu nadmiernej eksploatacji zapchał się i można było go o kant dupy rozbić (znaczy zjebał się). Ekipa została bez środków do życia. Zaczęli główkować. Brak potrzebnych do egzystencji płynów był jak cios bejzbolem w mordę. Nie mogli się pozbierać, zapomnieć, o tym, co się stało. Z wybawieniem przybyła im ... Baba Jaga. Sama przyleciała do domku Kubusia z kilkoma butelkami brązowego, tajemniczego płynu.

    - Mata, wypijta.

    - Was is this - popisywał się znajomością języków obcych Królik.

    - Kurwa, całkiem niezłe - stwierdził po skosztowaniu odrobiny Prosiaczek.

    - Znalazłam w starych magicznych księgach ten przepis - zaczęła objaśniać Chuj - To wyciąg z liści i żabiej pochwy z domieszką zmielonego prącia bobra i spermą lisa.

    Po usłyszeniu przepisu mało odporny Królik zwrócił zawartość żołądka wprost na nowiutki dywan Puchatka.

    - Ja tę kurwę zabiję. Chce nas cipa pozabijać - said Królik wycierając z pyszczka resztki wczorajszej kolacji pomieszanej z dzisiejszym śniadaniem.

    - Mnie tam wszystko jedno - jak zwykle twardy i nie poddający się żadnym przeciwnościom losu Bekon.

    - A bym se zapomniała. Mam też drugą wiadomość - bardzo radośnie stwierdził gość - Rząd tego wspaniałego kraju zanotował gwałtowany spadek produkcji w przemyśle spirytusowym spowodowany, tym, że przestałam produkować Heraclesa. Dostanę dziś specjalną dostawę owoców niezbędnych do produkcji.

    - Hip hip hurra - wrzeszczeli wszyscy zainteresowani - Wiwat Rząd, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany. Niech żyje Święta Polska Trójca. Niech żyje Prezydent. Niech żyje Premier. Niech żyje Prymas.

    - Ale, ale ! There is łan problem - przerwała fetę jędza - Owoce bedom, ale nie bedzie siarki. Produkcja ruszy, jak znajdzie się ten strategiczny komponent.

    - Może by ją zdrapać z zapałek - zaproponował Puchatek.

    - Sprawdzałam w sklepie. Wszystkie zapałki w kraju wykupił jakiś Rywin. Podobno dowiedział się wcześniej, że siara będzie w cenie - zgasiła pomysł Baba Jędza.

    - Gdzie mój obrzyn ! Zajebie chuja ! - zaproponował swoje rozwiązanie problemu Kłapouchy.

    - A może byśmy sami wykopali siarę? - zaskoczył wszystkich propozycją pracy Puchatek.

    Babę Jagę zatkało.

    - Wy chcecie PRACOWAĆ? - upewniła się. Nie mogła uwierzyć własnym uszom. To tak, jakby bp Paetz zrezygnował z dup młodych chłopców.

    - Dla winka to my wszysko, "We give you all that you want !" - zaszpanował wiedzą lingwistyczną Bekon.

    - A ja wiem kto nam pomoże w pracy - uśmiechnął się podstępnie Kłapouch.

    Niesieni siłą nadziei, prowadzeni przez Kłapoucha, wybiegli w kierunku domku Krzysia.

    - Wyłaź pipo, mamy sprawę - wołali już z daleka - Do nogi, mały pedale !

    Odpowiedział im tylko stłamszony jęk.

    - A to co? Odpowiadaj jak do ciebie mówię - wrzasnął Kłapouch kopniakiem wywalając drzwi.

    Za drzwiami stał pochylony do przodu Krzyś. Był przywiązany do mebli, ubrany w skórzane ciuszki i wysokie buty. Miał na ryju plastikową maskę z ustami zasłoniętymi zamkiem błyskawicznym.

    - Mmmmmm - powiedział.

    - O kurwa ! Jebany sadomacho - sapnął zazdrośnie Królik.

    Z pokoju obok wyszedł (także ubrany w skóry) Pan Sowa.

    - Ooooo, kogo my tu mamy. Niegrzeczni chłopcy ! - puchacz miał w swojej masce na łbie tylko malutkie dziurki na oczy i najwyraźnie nie poznał ekipy - Chcecie się przyłączyć do zabawy?

    - Obrzydlistwo ! Zaraz ich zaje... bleee... - Prosiaczek wybiegł z chatki, trzymając łapkami usta, przez które sączył się już początek pawia.

    Gdy wrócił, Krzyś i Pan Sowa ze łzami w oczach i siniakami na mordach stali przebrani w normalne ciuchy.

    - Mamy robote, a wy tu jakieś chuje-muje urządzacie ! - darł się na nich Puchatek - Idziemy !

    Po drodze zajrzeli też do nory zombio-Gofera. Używając argumentów w postaci shotguna należącego do Kłapcia i uzi Prosiaka zmusili tą podziemną kreaturę do znalezienia podziemnych złóż siarki.

    Chwilę później Sowa, Krzyś i Gofer machali żwawo łopatami i jeździli taczkami zwożąc cenny minerał do domku Baby Jagi.

    Robota szła szybko. Królik dopingował ich dodatkowo do ciężkiej i wyczerpującej pracy. Nie robili tego w końcu dla siebie, ale dla bliźnich. Społeczeństwo ich potrzebowało.

    - Szybciej skurwysyny, szybciej - radośnie pokrzykiwał zającopodobny.

    Po kilkunastu minutach ujrzeli cel tego przedsięwzięcia. Ich oczom ukazała się piękna kupka złota polskiej ziemi - czysta, żółta siarka. Chuj przyrządził im z tego wiele litrów wybornego Heraclesa.

    Znów ruszyła produkcja w przemyśle spirytusowym. Skończyła się recesja. Konsumpcja w kraju wzrosła. Do budżetu zaczęły napływać niewyobrażalne sumy pieniędzy, a Kasy Chorych mogły budować sobie jeszcze okazalsze gmachy z marmurowymi podłogami i złoceniami na klamkach...

     

     

     



    Dalsze losy Kubusia Puchatka

    15:41,sobota, luty 17, 2007 .. Posted in Opowiadania o Kubusiu Puchatku ..   Komentowano 3  razy .. Link
    Kubuś Puchatek: Satan VIisions
    Wstawał wspaniały sierpniowy poranek kiedy Kubuś podnosił się z podłogi... Miał bardzo mroczny nastrój... Być może dla tego że przed chwilą poślizgnął się na bełcie Tygryska i wyrżnął głową o parapet co spowodowało chwilowa utratę wizji i fonii... Mieszkanie Puchatka wyglądało jak po bitwie... Stół wywalony do góry nogami. Prosiaczek w kacie w pozycji horyzontalnej, Kłapouchy przytwierdzony za ogon do zwisającego z sufitu wentylatora spokojnie puszczał pawia co parę obrotów... Tygrysek przed domem spał spokojnie w jakiś liściach, a Królik był ubrany w skórzany strój i z pejczem w zębach leżał związany w kuchence mikrofalowej... - uuuf... co tu się stało...- zajęczał Puchatek - Pamiętam tylko że Tygrysek kupił 2 litry spirytusu a Prosiaczek gasił go 5 min przed imprezą... hmm... źle się dzieje w państwie duńskim. Kubuś wyłącznikiem zatrzymał obracający się wentylator. Kłapouchy obudził się... rozejrzał... puścił jeszcze kontrolnie bełta, po czym paroma szybkimi ruchami pozbył się ogona i z impetem przywalił w ziemię... Na swoje szczęście dokładnie pod nim spoczywały w pokoju jego pawie, więc uderzenie nie było bolesne, lecz spowodowało rozrzucenie wymiotów po całym mieszkaniu. Jeden z odłamków trafił w głowę Prosiaczka, który otworzył oczy, wstał, rozejrzał się, wykonał dziwna ewolucję przypominającą taniec godowy ptaka mokele-mbeme z Ameryki Północnej i przywalił głową w ścianę, co sprowadziło go z powrotem do pozycji leżąco-olewającej. - "A mówili mi przyjaciele... nie mieszaj ogórków z dżemem..." westchnął Puchatek. W tym momencie drzwi się otworzyły i do domku wszedł Krzyś. - Ojej - zawołał - A co tu się stało...? - No więc ja i mój piesek... w dodatku podwiązka... czy mógłbyś w tej sytuacji... Puchatek zaczął niezrozumiale bełkotać... - Znowu metyl piłeś? Zapytał z przerażeniem Krzyś. - A właśnie, że nieee, bo sam pędziłem... Odparł z dumą Kłapouchy po czym łapy mu się rozjechały i z powrotem osunął się na ziemię. - No ładnie... zaraz pójdę na policję i powiem jakie tu praktyki się odbywają. I pójdę też do księdza proboszcza i powiem mu... nie dokończył jednak gdyż w tym momencie z szafy wytoczyli się łowcy pip z okrzykami "PIPA! PIPA!" po czym DonVasyl(tm) potknął się o Prosiaczka i cała brygada z hukiem wyłożyła się na ziemię. - Zatańcz dla nas... wysapał giermek z trudem wkładając Krzysiowi za spodenki banknot 3 złotowy własnej produkcji. Krzyś poczerwieniał i z płaczem wybiegł z domku. - A ten czego tu znowu chciał? Zapytał wtaczając się przez drzwi Tygrysek. Wyglądał jak zarzygany chochoł. - Pomóżcie mi to zdjąć... - Mam wielką ochotę na jajka na twardo - powiedział Prosiaczek przecierając oczy - ugotuję i wam. To mówiąc podszedł do kuchenki i wcisnął pod Królika pudełko z 12 jajami. Po chwili ogromna eksplozja rozdarła ciszę a Królik po przeleceniu paru metrów rozbił się o ścianę. - Byłem... nie... niegrzeczny... u-ukarzcie mnie... wystękał. - Daruj... jęknął głucho Kłapouchy - Biliśmy cię tym pejczem przez pół nocy a tobie nawet nie stanął... Powinieneś udać się do specjalisty... Takie praktyki typu sado-maso mogą się dla ciebie źle skończyć... - Masz na myśli jakiegoś profesjonalnego sadystę? Zaciekawił się Królik. - Mam na myśli lekarza... Doktora... Łapiducha... nazywaj to jak chcesz! wycedził przez zęby Kłapouchy. - ENAF! - krzyknął z angielsko-wieśniackim akcentem Puchatek. - Zamiast się kłócić pomóżcie mi tu posprzątać... Rozejrzyjcie się! Bajzel jak w dupie u murzyna! - To ostatnie to chyba nie tak... zauważył niepewnie Prosiaczek. - Cicho. Nie widzisz że majaczy? Tygrysek spoglądał na Puchatka ze zrozumieniem. Wszyscy ochoczo choć nie bez problemów zabrali się do sprzątania. Szło im tak zajebiscie że nim się spostrzegli to posprzątali nie tylko bród ale i także meble, sprzęt rtv i agd, a Prosiaczkowi udało się nawet zerwać parkiet... - Mam prośbę: niech ktoś zdejmie mi ogon z wiatraka... Powiedział Kłapouchy. - Ja! Ja! Wyskoczył Tygrysek. Rozpędził się... podskoczył... wykonał parę obrotów w powietrzu... złapał za ogon... pociągnął... i sufit runął z hukiem na naszych bohaterów. - Lame... pokiwał głową z niedowierzaniem Puchatek. - Słuchaj stary... to był wypadek... ja nie chciałem... z resztą i tak musiałeś wybudować sobie drugi prawda? Tłumaczył się Tygrysek. - Lame... jęknął ponownie Puchatek. - Bum! Bum! Szek, szek de rum! Zaczął po cichu rapować Kłapouchy. - Niech będzie pochwalony... rozległ się nagle spokojny glos. Puchatek obejrzał się i zobaczył księdza jadącego na wielkim wozie. - Czego? Zapytał bezpośrednio Królik. - Widzę moje dzieci że macie jakieś problemy... Powiedział ksiądz. - No i? Zapytał Puchatek - Mam dla was doskonała radę... módlcie się! Bo nie znacie dnia ani godziny kiedy kara Pana może spaść na was... i za prawdę powiadam wam prędzej wy jak leżycie tu pod zgliszczami tymi w kokosy się zamienicie niźli płotka mała przepłynie pod prąd przez ucho śledziowe tak mi dopomusz Bóg. - Ze czczym? Zdziwił się Kłapouchy, a Prosiaczek przezornie zaczął szukać swojego uzi. - A co ty tam wieziesz ojczulku? Zapytał Puchatek - Aa to, moje dzieci, wiozę wino mszalne dla waszego proboszcza... Za prawdę powiadam wam... wino to czyste jest od skazy niczym kupa proroka zrobiona o poranku przed domem jego, którą faryzeusz do Egiptu wieczorem wziął i zaniósł aby tam dobrą nowinę pokazać i synów Kleopatry nawracać. - Lal! - Zawieśniaczył Puchatek. - A poczęstujesz nas? Zapytał Tygrysek. - Drodzy bracia i siostry za prawdę powiadam wam... szatan nie jedno imię ma i na niejedną wodzi pokusę i na niejedno wino namawiać was będzie... ale nie lękajcie się... Bóg stworzył takich jak ja abym bronił takich jak wy przed takimi jak on i pokusami jego... módlmy się... niech dane wam będzie królestwo niebieskie dostąpić i pić wódę czcigodną wypływająca spod stop Pana naszego... I pamiętajcie... każda prawa żona męża swego zostawi gdy ten na mur pić alkohol będzie... - A ile trzeba wypić? zapytał przezornie Kłapouchy. - Czyli nie poczęstujesz nas? upewnił się Prosiaczek - Mówiłem mój synu... Nie waży się by wino tak czcigodne przez młotków prostawych pite było na chwałę Pana... - Amen! Krzyknął Tygrysek wpychając od tyłu kosę księdzu pod żebro. - Zdrada... Jęknął ksiądz osuwając się na wóz. - No co tak stoicie pierdoły? Krzyknął Tygrysek - wskakiwać na wóz i jedziemy do mnie! Już po chwili nasi bohaterowie spokojnie jechali do domku Tygryska. - A co z naszym czarnym przyjacielem? Zapytał przezornie Puchatek. - Zawieziemy go do komendanta... Niech on się martwi. Stwierdził spokojnie Tygrysek. Po chwili nasi bohaterowie byli już przed posterunkiem policji. - Szeryfie! - zawołał Tygrysek - Taki jeden to popełnił samobójstwo - rzekł spokojnie wnosząc księdza do budynku. - Jestem kapitan Bystry Rydz. - przedstawił się policjant - Rydz Bystry??? Zdziwił się Tygrysek - Tak na mnie wołają. Odparł spokojnie kapitan - "...ludzie spoza mego miasta... pewnie oni rację mają, bo ja jestem gej... i tak już zostanie...". Zaczął po cichu rapować Kłapouchy, który wraz z resztą naszych bohaterów wtoczył się na komisariat. - Oho! Tylko bez takich... Już jednego geja tu mam... Uśmiechnął się kapitan. - Hmm??? - No tak... nazywa się... no... zapomniałem... jego imię kojarzy się z tymi parafianami... no... chrust... christians... chrzesci... o! wiem! Krzyś! Rzekł triumfalnie kapitan Rydz. - PIPA! zawołali radośnie łowcy. - Twierdzi, że ktoś pędzi nielegalnie alkohol w lesie... wiecie coś o tym? Zapytał Rydz. - A co to jest alkohol? zapytał Puchatek. - TO ONI! Wyskoczył nagle zza winkla Krzyś. - Kto?? My??? Zdziwił się Kłapouchy. - Tak. Panie władzo... to oni właśnie pędzą bimber w lesie... sam widziałem! Krzyczał Krzyś. - Czy to prawda? zapytał groźnie kapitan Rydz. - Kapitanie można na słowo... Zapytał tajemniczo Tygrysek. - Słucham... - No wiec my ten bimber pędziliśmy, ale mięliśmy się zamiar podzielić z panem kapitanem... teraz właśnie wieziemy panu beczułkę wina... bardzo dobre... z 1666 roku... - Tygrysek ślinił się, aż mu wazelina po nogach leciała. - No to dajcie, a ja się tego smarka pozbędę - rzekł spokojnie kapitan. - Kłapouchy, skocz po jedną beczkę. Rozkazał Tygrysek. - Ty mały geju... donosicielu jebany... ty cioto w dupę kopana... ja ci dam... kapitan Rydz złapał Krzysia za gardło. - Wsadź go do paki... Kibicował mu Prosiaczek.. - Wsadź MU pałkę... - roześmiał się Puchatek - Pójdziesz siedzieć na 100 lat za donoszenie na mieszkańców lasu! Paragraf 666 kodeksu leśnego! Pienił się kapitan, a Krzysiowi oczy wylazły prawie w całości i to bynajmniej nie ze zdziwienia. Tymczasem nasza wesoła brygada dojeżdżała już spokojnie do domy Tygryska gdzie odbyć się miała kolejna tygodniowa popijawa...


    Dowcipy

    20:40,piątek, styczeń 19, 2007 .. Posted in Dowcipy ..   Komentowano 2  razy .. Link

    Zenek jest szczęśliwym ojcem dwóch bliźniąt:pesymisty i optymisty. Z okazji ich 12 urodzin postanowił zrobić im niespodziankę.... Pesymiście postanowił kupić najlepszy na rynku sprzęt grający, który następnie ustawił w pokoju, natomiast pokój optymisty wysypał końskim łajnem. Wieczorem postanowił jaką radość sprawił dzieciom. Zakradł się pod pokuj pesymisty i słucha:' na pewno ten sprzęt to kicha. Cd plyer zaraz wysiądzie, kolumny nie wytrzymają natężenia... lipa, totalna lipa...".  Postanowił wic sprawdzić optymistę, uchylił drzwi pokoju, a optymista brodzący z łopatą w końskim łajnie powtarza: "jestem pewien, że zaraz znajdę kucyka, na pewno znajdę kucyka....

    To mój p[ierwszy blog więc chętnie będę przyjmować krytykę. Piszcie co chcelibyście zobaczyć na tej stronce. Pozdrowionka

     

    Kuba Krezolek zeznawal przed sadem w sprawie o gwalt. Kosil siano na Zimnej Polanie i widzial, jak Romek Wikcin szukal grzybow z Marysia Kiecowa.
    - Mnie sie widzi, wysoki sondzie, ze oni tyk grzybow nie fcieli zbiyrac, ale je sioc zaczal na wstepie.
    - Co pan przez to rozumie? zapytal prokurator.
    -Ze on mu dala, on wzion i zodnego gwoltu nie bylo.
    - Od roztrzygania takich spraw jest sad!- zezloscil sie prokurator. -Niech pan opowie to co pan widzial.
    - No dy siedzieli se Romus z Marysiom pod smreckiem, I naroz on ja lapiyl za cycki.
    - Nie mowi sie cycki tylko piersi- poprawil Kube prokurator.
    -Przepytujem piyknie. Pote on ja lapiyl za rzyc.
    - Nie mowi sie rzyc tylko tylek przerwal Kubie prokurator. - A czy on sie opierala?
    - Hej o smrecka
    - Prosze dalej...
    - No i pote... - tu Kuba sie zatrzymal, bowiem bal sie, ze znow uzyje slowa da sadu obrazliwego. - No i pote... oni sie tego... wysoki sondzie, on jom... tego
    - Spolkowali? - podpowiedzial Kubie prokurator.
    - O, to, to! Kwilecke pospolkowali, a pote Romus Marysie wydupcul.

    Baca chce się zapisać do partii. Ale sekretarz musi go sprawdzić. Pyta:
    - A oddalibyście, baco, dla dobra partii cielaka?
    - Ano cymu nie, łoddoł bym.
    - A wieprzka też byście oddali?
    - Ano cymu nie, oddoł bym.
    - A koguta oddalibyście?
    - Ło nie, koguta to bym nie łoddał.
    - A czemu?
    - A bo to je wszytko co mom!

     

    Turysta spotyka Bace, który zadowolony siedzi pod chałupą i pyta go:
    -Baco, jak żyjesz?
    -A bardzo dobrze - mowi Baca - chciałem ściąć drzewo, ale przyszedł halny i same spadły, potem miałem je spalić, ale piorun walnął i same spłonęły. A teraz czekam, aż trzęsienie ziemi wyrzuci mi ziemniaki...

     

    ida dwie babcie klozetowe przez ulice nagle jednej z nich klania sie przystojny mezczyzna!! i idzie dalej a jedna babcia do drugiej
    -ty co to za jeden??
    -a taki kolo czasem u mnie srywa

     

    Jasiu pyta babcię:
    - Jak Ty sie poznałaś z dziadkiem , skoro nie było internetu, ani gadu-gadu?????
    - No wiesz na początku, dziadek na mnie czatował przed kościołem, a potem było gadu, gadu.

     

     

    Babcia chora leży w łóżku. Codziennie odwiedzają ją jej trzej wnukowie. Po wyzdrowieniu babcia myśli, czy jej wnukowie naprawdę ją kochają. Postanowiła więc, że gdy tylko jeden z wnuków do niej przyjdzie, ta opuści się na linie do studni i zobaczy, czy któryś z nich ją uratuje.
    Przechodzi pierwszy. Ta szybko wskakuje do studni i czeka. Wnuk szybko podbiega do studni i mówi:
    - Babciu, już cię wyciągam!
    I wyciągnął.
    Ten na następny dzień budzi się, a przed jego domem stoi maluch i jest na nim karteczka "Kochanemu Wnukowi -babcia".
    Wnuk 1-szy zadzwonił do drugiegi i mówi:
    - Biegnij szybko do babki, ona samochody rozdaje. Drugi wnuk szybko zatem pobiegł do niej. Babcia przygotowana stała przy studni. Ten przybiegł, a ona opuściła się na linie. Wnuk szybko ją wyciągnął. Na następny dzień patrzy a przed domem stoi Polonez, a na nim karteczka "Kochanemu Wnukowi - babcia".
    Ten zadzwonił do trzeciego wnuka i powiedział:
    - Idź szybko do babki, ona samochody rozdaje. Ten szybko ubrał się i poszedł do niej. Babcia była już na niego przygotowana i opuściła się szybko po linie. Ten dobiegł do studni i odciął jej liną, a babcia umarła. Na następny dzień budzi się, patrzy, a przed drzwiami stoi BMW, a na nim karteczka "Kochanemu Wnukowi - zięć".

     

     

    Lepper wzywa wrozke:
    - W nocy snily mi sie ziemniaki. Co to znaczy?
    - To znaczy, z Pana na jesien wykopia albo na wiosne posadza.


    Fragment wywiadu jakiego Lepper udzielil izraelskiej gazecie:

    "Lili Galili: Czy jest Pan antysemita?

    Andrzej Lepper: Wcale nie. Wiem, z i takie rzeczy sie o mnie opowiada,
    ale juz w 2001 r. wyrzucilem z partii czlonkow, ktorzy szerzyli
    antysemityzm. Ja naprawde jestem czlowiekiem tolerancyjnym. Opowiem pani
    historie, o ktorej jeszcze nigdy nie mowilem, poniewaz nie chce z niej
    czerpac politycznej korzysci. Podczas II wojny swiatowej ?yd, ktory
    ocalal od spalenia przez Niemcow, ukryl sie w piecu chlebowym niedaleko
    domu moich rodzicow w miasteczku nad jednym z jezior na polnocy. Moja
    matka codziennie nosila mu jedzenie, a w koncu zaniosla mu ubrania ojca,
    ktory byl wtedy w wojsku. I ?yd zdolal uciec. Mialem wtedy cztery lata i
    to pamietam [w rzeczywistosci Lepper urodzil sie 13 czerwca 1954 r."

     

    Lezy tesciowa na lozu smierci, stan agonalny, oczy w slup itd. Przy lozku siedzi rownie skupiony ziec i wpatruje sie w tesciowa. Nagle do pokoju wpada mucha i zaczyna latac z kata w kat, a tesciowa oczami za mucha wodzi - mucha w lewo, ona oczami w lewo, mucha w prawo,
    ona oczami w prawo i tak caly czas. Nagle mocno poirytowany ta sytuacja ziec krzyczy:
    - Sie mamusia nie rozprasza!

     

    Odbywa sie rozprawa w sadzie. Facet jest oskarzony o zamordowanie tesciowej. Sedzia pyta, co oskarzony ma na obrone.
    - Wysoki Sadzie, jestem niewinny. To bylo tak: Siedzialem sobie w kuchni i obieralem pomarancze, gdy w pewnym momencie wyslizgnela mi sie z reki skorka, a potem wypadl mi noz i wlasnie wtedy do kuchni weszla tesciowa i poslizgnela sie na skorce, i upadla na noz... i tak siedem razy.

     

    Tato czemu babcia biega zakosami?
    - Nie gadaj, podawaj magazynki!

     

    Dwoch Anglikow w srednim wieku gra w golfa. w pewnej chwili obok pola golfowego przechodzi kondukt zalobny. Jeden z grajacych odklada kij i zdejmuje czapke.
    - Coz to - dziwi sie drugi - przerywa pan gre?
    - Prosze mi wybaczyc, ale, badz co badz, bylismy 25 lat malznstwem.



    Forum, Wirtualny Testament